W
I
Ę
C
E
J

«

N
E
W
S
Ó
W
Wywiad z Kirkiem Hammettem dla " SO WHAT"
dodane 27.12.2016 11:16:01 przez: Kubus-87
wyświetleń: 1880
Zapraszamy na kolejną porcję fragmentów wywiadu z cyklu „The Hardwired… So What!”, przeprowadzonych przez Steffana Chirazziego, dla internetowej wersji „So What!”.
Całość w języku angielskim na stronie metallica.com. Poniżej mamy fragmenty wywiadu z Kirkiem The Ripper Hammett'em, które przetłumaczył dla nas Piccol







Steffan Chirazzi: Jak myślisz, w jakim miejscu - odnośnie nowego albumu - był zespół gdy "Lords of Summer" zostało napisane i pierwszy raz wykonane? Myślisz, że to był moment w którym ruszył proces z nowym albumem?

Kirk Hammet: Cóż, zabieraliśmy się do zrobienia trasy po Europie. I wiesz, kiedy pierwszy raz usłyszałem "Lords of Summer" to, jeśli chodzi o riffy, to nie było to jak nic z Death Magnetic. Ten utwór nie opiera się na riffie, w pewnym sensie opiera się partiach i na naprawdę, naprawdę świetnej melodii. I był to dla nas swego rodzaju inny utwór. Ale w tamtym czasie, nie było opcji bym wskazał gdzie byliśmy w procesie nagrywania, lub w jakim kierunku utwory zmierzały lub cokolwiek, ponieważ to było wciąż wcześnie jeśli chodzi o cały proces.


SC: Myślę, że ten album jest pierwszym w ciągu 25 lat który jest wyraźnie zrobiony przez dwóch którzy kierują paczką (oryg. the pack - dop. tłum.), i dwóch którzy wnoszą swój wkład do tej paczki, dla większego celu.

KH: Taaa.

SC: Myślę, że dobrze by było usłyszeć jak ten proces wygląda z Twojej perspektywy, uwzględniając to, że przeżyłeś kilka generacji których Rob nie doświadczył. Ty już... Już byłeś tam wcześniej, i widziałeś jak to dynamicznie działało. Więc powiedz jak to wpłynęło na twoją pracę na tym albumie, która wydaje się swobodniejsza niż była od wielu, wielu lat.




KH: Cóż, na początku, myślę że ideą było by zrobić album, który w podejściu był podobny do wiesz, Kill 'Em All. A to był album który w dużej mierze opierał się na Larsie i Jamesie, z małą pomocą Mustaine'a. Myślę, że konceptem dla tych dwojga było to, by dowodzić tym kreatywnym procesem, z powrotem w bardzo podobny sposób do tego w jaki powstał Kill 'Em All. I wiesz, dla mnie to jest zupełnie w porządku; każdy z nas wnosi swój wkład na swój sposób, wszyscy przynosimy aromat, styl i esencję do garnka, i te składniki są wszystkimi, myślę, zasadniczymi częściami tego co czyni Metallikę "Metalliką". Podszedłem do tematu z tym po co tu jestem, czyli z gitarą prowadzącą. (...) Mówiąc to i patrząc wstecz na moje doświadczenie, pomyślałem, że byłoby świetnie nie pracować wcześniej nad solówkami (nie przygotowywać ich przed nagraniem - dop. tłum.). To jest dosyć gruba sprawa, i wiesz, duże wyzwanie, ponieważ lubię być dobrze przygotowanym jeśli chodzi o cokolwiek w temacie muzyki i mojego grania na gitarze. Chcę pokazać się na scenie i znać moje partie, być zdolnym do tego by je perfekcyjnie wykonać, i kiedy tego potrzebuję, być zdolnym by sięgnąć po spontaniczne elementy muzyki. To jest moja rzecz; pojawić się dobrze przygotowanym, i to, to był mój cel na wszystkie albumy po Kill 'Em All. I wiesz, nawet Ride the Lighting... Wciąż mam swój arkusz z notatkami dotyczącymi solówek, gdzie mam swoje wszystkie sola. Tym razem jednak, powiedziałem sobie, wiesz, w przeszłości, wiele razy materiał który ostatecznie znalazł się na tamtych albumach, był pierwszym który zagrałem. Zupełnie pierwsza rzecz. To jest po prostu jakby moja podświadomość wyczuwała co jest najodpowiedniejsze, i wtedy kiedy faktycznie zaczynam o tym myśleć, to jest, ten proces jest bardziej podobny do jakby próby wepchnięcia kwadratowych klocków w okrągłe dziury. Wiesz, pojawianie się z konceptem i praca nad tym by zadziałał, zamiast po prostu pozwolić muzyce płynąć, kreatywności, odczuciom, i pozwolić mojej podświadomości dyktować co musi być zrobione dla muzyki. Włożyłem 100% tego konceptu w podejście do robienia solówek. Więc w zasadzie, kiedy cała muzyka była zrobiona, wszystkie tylne ścieżki były zrobione, w pewnym sensie grałem cokolwiek, by po prostu ludzie wiedzieli, że było tam solo, to było bardziej jak swego rodzaju "zapełniacz", by po prostu wiedzieć, że coś tam się dzieje. Więc kiedy pojawiłem się pierwszego dnia, by rozpocząć tworzenie solówek, miałem zalążek (oryg. springboard - dop. tłum.), przyszedłem z może luźnym pomysłem jak chcę zacząć solo, i robiłem to (praca nad rozpoczęciem solówki - dop. tłum.) co najwyżej noc przed tym zanim przychodziłem. Nie zrobiłbym tego dwóch lub trzech dni wcześniej, nie chciałem tego ponieważ znalazłbym się w procesie wstępnej analizy. Nie chciałem tego wstępnie analizować. Chciałem złapać moment, być w 100% spontanicznym i improwizować tak bardzo jak to możliwe, by naprawdę uchwycić to cokolwiek miało z tego wyjść. Więc w zasadzie pojawiałem się, Greg nastawiał ścieżkę i mówiłem, "Ok, nagrywamy" i po prostu grałem.

SC: A więc był to dla ciebie bardzo żywiołowy proces.

KH: Bardzo, bardzo żywiołowy, 100% spontaniczności, rzeczy z totalnego spodu podświadomości, przebijające się na front i dalej na zewnątrz. I sposób w jaki przygotowałem się na cały proces nagrywania, był taki że byłem w domu, pracując po prostu nad moją techniką, pracując nad umiejętnościami (oryg. chops – dop. tłum.), upewniając się że osiągam szczyt w zręczności, kontroli, szybkości i frazowaniu. Myślę, że w tamtym momencie byłem na szczycie swoich umiejętności. I wiesz, wiedząc to i potem robiąc sola, wiesz, dało mi to dużo pewności siebie w myśleniu o tym, że mogę to zrobić nawet jeśli było to coś czego nie zrobiliśmy nigdy wcześniej.

SC: A więc, jeśli chodzi o twój sposób pracy, to byłeś pewniejszy siebie? Myślę, że pewność siebie była czymś z czym w przeszłości się zmagałeś, ale czy czujesz, że masz to za sobą (oryg. you’re very at home with this – dop. tłum.), i że twoja gra brzmi bardzo przekonująco?

KH: Tak cóż, taki koncept sam w sobie jest dla mnie wyzwaniem, będąc obsesyjnie kompulsywnym i potrzebując zawsze dużo „amunicji” w moich kieszeniach z którą mogę pracować. To dla mnie wyzwanie by nie być obsesyjno-kompulsywnym. I ta metoda pracy zmusiła mnie do wiary w moje własne umiejętności. Zmusiła mnie do bycia pewnym siebie jeśli chodzi o to co zrobiłem w przeszłości i o to co mogę zrobić ponownie w przyszłości. Więc naprawdę, wymagało to ode mnie generalnie wyłączenia mojej nerwicy natręctw. Zmusiło mnie to by dać muzyce szansę.

SC: Co jest czymś z czym nie zawsze czułeś się komfortowo.

KH: Nie, niezupełnie komfortowo, ponieważ raz jeszcze – zawsze dobrze mi szło z dobrą, solidną podstawą, gdy pojawiałem się z mnóstwem pomysłów. I zgaduję, że moim największym koszmarem było zawsze, znaleźć się w sytuacji „Co ja teraz zrobię? Co ja zagram?” I dalej „blah-blah-blah” przez godziny i godziny. To jest mój największy strach. I nie wiem czemu się tego boję, ponieważ takie coś nigdy mi się absolutnie nie przydarzyło, nigdy dotąd. Ale wiesz, to jest prawdziwa obawa którą posiadam. Znaczenie w tej większej pewności siebie ma również fakt, że myślę iż moja gra jest lepsza w tych czasach. Czuję się na nowo połączony z moją ogólną grą na gitarze, i to jest świetne, świetne uczucie.

SC:Wiem że Lars, tak jak zazwyczaj, był z tobą podczas nagrywania solówek. Jak tym razem wyglądała wasza współpraca?

KH: Dzień wyglądał w taki sposób. Pojawiałem się, Greg mówił „Okay, zamierzamy zrobić ten utwór.” I pytał mnie, co jest w nim kluczowego? I mówiłem, „To jest E-moll aż dojdziemy do Fis, i kiedy dojdziemy do Fis, to prawdopodobnie musi to pójść do zależnego moll. I na końcu mam pomysł, by może zagrać arpeggia.” Greg na to, „Świetnie, wygląda na to, że wiesz co robić.” I wtedy pytał mnie czy jestem gotowy. Kiedy byłem gotów, naciskał przycisk i wtedy po prostu czekał na to by zobaczyć co z tego wychodzi. Przez około dwie lub trzy godziny grałem około 25 lub 30 solówek, wszystkie inne i wtedy przychodził Lars i mówił, „Jak idzie?” Greg i ja zdawaliśmy mu raport z postępów. I wtedy zaczynałem grać jakieś inne rzeczy… To jest wtedy, kiedy przychodził Lars i dawał mi sugestie, motywował mnie (oryg. coaching me on – dop. tłum.), że może powinienem pójść w tym, albo w tamtym kierunku, lub jakie solo słyszeli w tym utworze Lars i James kiedy zbierali cały utwór do kupy. No i interpretowałem to wszystko, te wszystkie sugestie, i grałem cokolwiek co było w moim worze trików, i pośród moich zdolności i umiejętności. I wtedy liczyło się już tylko to, gdzie chcemy z tym pójść i co chcemy z tym zrobić, jaki klimat chcemy stworzyć, klimat melodii czy wymiatania (oryg. ripping – dop. tłum.), czy może klimat groove’u? Mieliśmy to wszystko.

SC: A więc obecność pomocna jak zawsze?

KH: To była współpraca. Kiedy przychodził Lars, solo zazwyczaj zmieniało kierunek, co było dobrą rzeczą, ponieważ pierwsze 25-30 solówek podążała w jednym kierunku i wtedy następne 20 lub 30 solówek podążała w innym kierunku, ponieważ Lars tam był i sugerował różne rzeczy. I wtedy robiliśmy przerwę, i potem wchodziłem i grałem cokolwiek.
I wiesz, mam teorię, że to jest to co w latach 60-tych i 70-tych zrobiłoby wielu gitarzystów. Na pewno wiem, że Ritchie Blackmore przyszedłby, i zrobił z dziewięć lub dziesięć solówek i po prostu wyszedł. Ritchie Blackmore nawet by nie pomyślał dłużej niż może dwie sekundy o solo gitarowym. On po prostu by przyszedł, zrobił je wszystkie naraz i po prostu wyszedł. Nie słuchałby nawet playbacku.


SC: Taaa, szalone, tak tak.

KH: I wszyscy wiemy jak świetne są te wszystkie sola gitarowe na albumach Purple i Rainbow. A więc próbowałem pracować z tą samą energią co ci kolesie, Blackmore, Uli Jon Roth, używali swego czasu. I wiesz, myślę że uzyskaliśmy naprawdę świetny rezultat. Z pewnością brzmi to świeżo. Z pewnością brzmi to spontanicznie, i z pewnością nie brzmi to nudno lub zwyczajnie.

SC: Pozwól mi zapytać o coś… Lars, jako doradca, czy ktoś kto przychodzi i współtworzy… Mam na myśli, że ludzie mogą sobie wyobrażać, że przychodzi i mówi „Zrób to, zrób tak i tak.” To nie było tak, prawda? Może powinieneś opisać ludziom jaki on jest kiedy przychodzi ze swoimi przemyśleniami i pomysłami.

KH: Zazwyczaj powiedziałby coś jak, “Zagraj od góry do dołu, nie zatrzymuj się po czwórce, zagraj od góry do dołu (oryg. play through the bar – dop. tłum.).” Lub, na końcu sola, gdzie może chciałbym dobiec końca i zakończyć je niskim dźwiękiem, powiedziałby „Spróbuj zakończyć to grając wysoko w sposób przerywany.” Mam na myśli, że to dość podstawowe rzeczy. Nie mówi do mnie rzeczy w stylu, „Teraz pójdź do pomniejszonego Cis,” nie wchodzi w technikę.

SC: Racja, racja.

KH: To są zaledwie sugestie, wiesz? Motywacja (oryg. Coaching – dop. tłum.) jest prawdopodobnie najlepszym określeniem które przychodzi mi do głowy.

SC: Myślę że wielu ludzi byłoby zainteresowanych tym, by dowiedzieć się czemu akurat on, kontra James? Odbywa się to w ten sposób już wiele lat. Czy to jest personalne, jako że ty i Lars byliście zawsze blisko?

KH: Tak tak ale wiesz, to też dlatego, że Lars tak bardzo lubi grę na gitarze prowadzącej. Wiesz, daj spokój. Jego ulubionym muzykiem nie jest wcale John Bonham czy też Ringo Starr. Wiesz kto jest jego ulubionym muzykiem? Pieprzony Ritchie Blackmore!!!!!!

SC: To ci dopiero sensacja! Nigdy nie brałem tego nawet pod uwagę. Dobra, to dawaj kolejne. Czy są tam gdzieś jakieś ukryte taśmy na których Lars próbuje wymiatać na gitarze?

KH: Jeśli są, chcę to usłyszeć!

SC: Chodzi mi o to czy kiedykolwiek dałeś mu gitarę i powiedziałeś, "Zobaczmy co potrafisz?" Zdarza się, że toczycie ze sobą jakieś sekretne pojedynki gitarowe?

KH: Cóż, nie. Jeśli chodzi o gitarę to on jest naprawdę uroczy. To co robi, to zna jedną zagrywkę Ritchiego Blackmore'a, i za każdym razem gdy podnosi gitarę to ją gra, i to mnie totalnie rozwala, bo gra ją dobrze i frazuje w sposób w jaki powinna być frazowana. Za każdym razem gdy to słyszę to po prostu myślę, "To takie zabójcze, że znasz tamte zagrywki Ritchiego Blackmore'a!"

SC: Daj spokój, które?

KH: Jest taka jedna bluesowa zagrywka, którą Ritchie Blackmore zwykł używać jako swego rodzaju muzyczny sygnał by poinformować że chce zagrać coś innego. No i grał ją często w swojej karierze, i dlatego Lars to zna, bo wie że to jest swego rodzaju sygnał muzyczny Ritchiego Blackomer'a. Grał tą bluesową zagrywkę i wtedy reszta członków jego zespołu podążała za motywem. No więc Lars nauczył się tej zagrywki i to mnie po prostu rozwala.

SC: Uuu, tylko tej?
KH: Taa, tylko to.
SC: No nieźle, całkiem zabawne.
KH: Znam tą zagrywkę, jak, kiedy i po co Ritchie Blackmore ją grał, ale celowo się jej nie uczyłem tak by mogła ona należeć do Larsa. By mógł ją mieć i grać tak dużo jak chce.
SC: Musimy to mieć na filmie!
KH: Tak tak, zapytaj go, zapytaj. Którego dnia poproś go, "Hej, zagraj tą bluesową zagrywkę Ritchiego Blackmore'a," i on to zagra i zagra to poprwanie, z poprawnym frazowaniem i w tempie.
SC: Czy robi minę gitarzysty jak gra? (oryg. full on guitar face - dop. tłum.)
KH: Ooo tak.
SC: Oh, to takie świetne.
KH: No raczej. Człowieku, musisz robić taką minę.
SC: No, ty robisz ponieważ grasz prosto z serca. Dla ciebie to jak zaklęcie, racja?
KH: Absolutnie.
SC: Ale dla Larsa, to jednak trochę taka poza co?
KH: Trochę poza, tak, i trochę też, "Umiem zagrać zagrywkę Ritchiego Blackmoer'a ponieważ to mój bohater."
SC: Na koniec... Właśnie teraz, który utwór z Hardwired czyni Ripper'a najbardziej podekscytowanym na myśl o zagraniu go na żywo?
KH: Cóż, lubię szybki, ciężki materiał, wiesz? Więc "Hardwired" jest cholernie dobre. "Moth Into Flame" cholernie dobre. I "Spit Out The Bone," to moje brzmienie bracie.






Żródło i zdjęcia : metallica.com

Tłumaczenie : Piccol

Waszym zdaniem
komentarzy: 9
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
MonsterOfMetal
28.12.2016 11:13:13
O  IP: 5.172.235.244
fajne przejscie z Creepa do Blackened...

James sobie delikatnie eksperymentuje wokalnie w niektórych kawałkach, wykonanie Creepa wokalnie fajne ale wole tą ostrzejszą formę jak np. 29 listopada Opera House,Toronto
qqw
28.12.2016 09:52:12
O  IP: 176.96.145.92
Kurwa, Creep zaśpiewany jak w czasach Load!!
Nie ma to jak poprawić sobie humor z rana ;)
https://www.youtube.com/watch?v=KFkT0oHHH70

Pokaż podgląd
MonsterOfMetal
27.12.2016 23:33:10
O  IP: 5.172.236.45
dobry wywiad :D

a teraz inna beczka, Nergal zamieścił listę najlepszych. wg niego albumu w 2016 roku i... Hardwired na 5 miejscu... a co mi się rzuciło w oczy? Pamiętacie jak jakiś czas temu pojawiła się lista najlepszych albumów w 2016 zamieszczona przez wpływowy portal muzyczny, na którym brakowało Slayera i Megadeth co wzburzyło wielu Overkillowców?
Otóż na liście Nergala również takowych nie ma, więc z punktu widzenia osób, które rzeczywiście mają coś wspólnego z muzyką i jej tworzeniem nie jest przypadkiem to, że ich nie ma ?
Zamieszczam odnośnik, gdyż lista Nergala jest bardzo zróżnicowana--->
http://www.antyradio.pl/Muzyka/Rock-News/Top-20-plyt-2016-wedlug-Nergala-12460
strzyga
27.12.2016 20:54:43
O  IP: 81.219.128.152
"KH: Tak cóż, taki koncept sam w sobie jest dla mnie wyzwaniem, będąc obsesyjnie kompulsywnym i potrzebując zawsze dużo „amunicji” w moich kieszeniach z którą mogę pracować." ciekawa, fajna przenośnia :)

btw, przypomniał mi się moment podczas urodzin Metalliki w Fillmore gdzie wszyscy zamienili się instrumentami :D mam w głowie obraz gdzie Lars po założeniu tej gitary i brzdąknięciu wykonał wyraźny gest (wyraża więcej niż 1000 słów :P) machnięcia ręką,co oznaczało że to nie dla niego :D
Mitch
27.12.2016 16:58:04
O  IP: 159.205.104.190
Wiem, że już po świętach, ale może by tak jeszcze trochę świątecznej metalliki ? ;D
https://www.youtube.com/watch?v=938Nk_D-mDc


Pokaż podgląd
outlaw
27.12.2016 14:43:09
O  IP: 91.236.4.54
Uwielbiam zwłaszcza solówki z Am I Savage? i ManUNkind. To jak można i trzeba je opisać, to słowo, to po prostu EKSPRESJA. Czysta ekspresja na jakiej oparte są te solówki. One nie mają być wykoncypowane i wielokroć przemyślane. One nie mają powalać falistymi melodiami jakby to był Gilmour. One mają wypływać z serca, oddychać razem z muzyką. Ryczeć, świszczeć, płakać, zawodzić. To naprawdę żywe. A właściwie to mechanizm IMPRESJA-EKSPRESJA. Jeśli Kirk je nagrywa w sposób jaki opisuje, to najpierw jest impresja jaką wyciska na nim utwór, którą on następnie oddaje ekspresją subiektywnych i ulotnych odczuć. Ekspresjonizm połączony z impresjonizmem. Choć jeśli mówił, że to wypływa wręcz z podświadomości, to można dodać jeszcze surrealizm.

Takie solówki jak w ManUNkind, Savage i The Outlaw Torn lubię najbardziej.
Elvis-Król
27.12.2016 11:50:01
O  IP: 82.145.220.53
Kirk lubi bajki opowiadać ostatnio o tej swojej świetnej formie. Szkoda że tego nie widać.

Lars i gitara, też chcę to zobaczyć.

Co mi się najbardziej rzuciło w oczy, to to że Kirk jednak też woli łojenie. Bo jednak wymienił moth i spit. Myślę gdyby miał większy udział w albumie, to byśmy dostali więcej spit niż pozostałe utwory, które mamy na albumie.
Piccol
27.12.2016 11:39:01
O  IP: 82.145.222.3
Ja muszę przyznać, że solówki na Hardwired uważam za mega spoko, i nie widzę jakiejś dużej różnicy między nimi a solówkami na poprzednich albumach. W sensie, nie słyszę tego, że te były niby bardziej improwizowane. Co prawda, na początku miałem trochę wrażenie, że nie zapadają tak bardzo w pammięć, ale po kilku przesłuchaniach zupełnie się to zmieniło. No i fajnie, że duża ilość solówek zagranych jest bez kaczki.

Ostatnio rozgorzała tutaj duża dyskusja na temat tego, że Kirk dał ciała przy nowym albumie i kompletnie go olał. Wg mnie, odwalił kawał dobrej roboty, i mimo iż nie uczestniczył w samym procesie budowy utworów, i nie spędził w studiu tyle czasu co pozostała trójka, to wniósł bardzo dużo do utworów, bo nie tylko same solówki ale również masę ozdobników i zagrywek bez których te utwory nie były by takie same.

Tak po za tym to śmiać mi się mega chciało jak Kirk pisał o tym, że lubi być dobrze przygotowany i dawać z siebie wszystko w grze na gitarze, i że uważa iż jest w szczytowej formie. Zastanawiałem się co on bierze.... :)
Kubus-87
27.12.2016 11:20:18
O  IP: 185.67.188.4
Świetny wywiad. Trochę na poważnie i trochę z jajem...wyobrażacie sobie minę Larsa z gitarą w dłoniach, przygrywającego Ritchiego Blackmore'a ? ;D
OVERKILL.pl © 2000 - 2017
KOD: Marcin Nowak