W
I
Ę
C
E
J

«

N
E
W
S
Ó
W
Wywiad z Jamesem Hetfieldem dla "SO What!" cz.2
dodane 31.12.2016 01:10:25 przez: Imperius
wyświetleń: 1958
Zapraszam do lektury części drugiej obszernego i bardzo szczerego wywiadu jakiego James udzielił Steffanowi Chirazziemu, dla internetowej wersji „So What!”


SC: Poruszyłeś tu pewien element, o który chciałem zapytać. Nie chcę powtarzać stereotypów ale zgodzisz się, że wśród fanów i ogólnie rzecz biorąc ludzi niezajmujących się profesjonalnie tworzeniem muzyki istnieje to skojarzenie, że agresywnej muzyce towarzyszą pewne specyficzne postawy typu: „Pierdolić to wszystko!”, emocjonalne napięcie, złość. Czy podczas tworzenia „Hardwired...” pojawiło się między wami trochę tego starego, dobrego: „fuck you” podejścia do sprawy?

JH: Zdecydowanie tak! Podczas pisania i nagrywania piosenek w studio nie jednokrotnie zdarzały się napięte sytuacje. Jedną z rzeczy, która mnie irytuje to zbyt długie piosenki. Chciałbym grać więcej kawałków na koncertach ale nie chciałbym jednocześnie by te koncerty trwały dłużej, rozumiesz? Mam wrażenie, że jestem jedynym który się tego domaga. Zatem podczas pisania materiału na album nie jednokrotnie o tym przypominam i co się potem okazuje, że ta czy inna piosenka ma cholerne 8 minut. Myślę więc sobie: „OK, skończmy ten utwór i przytnie się to potem, na stole mikserskim”, ale tak nigdy się nie dzieje. Przyzwyczajamy się do piosenki w takiej formie w jakiej ją napisaliśmy i potem już taka edycja nie ma sensu, bo jak coś z utworu wytniesz to już nie jest ten sam utwór, czegoś zaczyna mu brakować. Zawsze więc dochodzi do pewnych spięć na tej linii. Kolejną konfliktową kwestią bywa sama gra na gitarze. Jestem gitarzystą i lubię grać, tworzyć poprzez grę, więc czasem upieram się przy tym czy tamtym riffie bo bardzo go lubię i kiedy ktoś mi zaczyna sugerować coś innego, mówić: „Nie, nie. Zrób to inaczej” to się wkurzam. W końcu to ja tu gram na gitarze, to moje życie. Zresztą podobnie jest w drugą stronę. Nie raz sugerowałem Larsowi: „stary wiem, że lubisz grać w taki sposób ale może spróbowalibyśmy czegoś innego?” i konflikt gotowy. Nie jest łatwo pogodzić takie dwie indywidualności jak my, gdzie każdy stara się być perfekcjonistą w swoim własnym fachu. Dochodzi do pytania czy twoja sugestia ma służyć dobru piosenki czy może już krytykujesz go jako muzyka? Można to rozpatrywać na wielu poziomach. Wiesz może i jesteśmy tymi paskudnymi twardzielami dla otoczenia ale jednocześnie, wewnątrz jesteśmy bardzo delikatni i wrażliwi. Takie jest życie, każdego dnia może to wyglądać zupełnie inaczej i chodzi o znalezienie równowagi w tym wszystkim.




SC: W takim razie rola Grega w tym całym procesie była niezwykle istotna, bo z tego co mówisz udało się wam znaleźć równowagę w relacjach zawodowych podczas tworzenia tego albumu. Moje osobiste odczucie, jest takie, że ten album ma niezły groove. Jednocześnie piosenki są krótsze i trochę prostsze, czego zabrakło może w przypadku „Lords Of Summer”.

JH: To też kwestia dojrzewania, wiesz. Rozwijania się jako osoba, dorastania wspólnie przez ostatnie 35 lat i lepszego poznawania się nawzajem.

SC: I nikt nie musi już wygrać, to nie są już zawody na to kto lepszy, mam rację? Liczy się dobro zespołu, jak wspomniałeś wcześniej.

JH: Tak jest. Pomysł jest wtedy lepszy gdy jest z pożytkiem dla zespołu, a nie wtedy kiedy jest mój. Wiesz, to nie jest też tak, że ścieramy się za każdym razem, jest całkiem sporo chwil kiedy mamy taką samą opinię na jakiś temat. Z resztą nasze zawodowe konflikty, mogą i często okazują się pożyteczne. Jeśli potrafimy, zatem na każdą sytuację, dobrą czy złą spojrzeć z optymizmem to to da nam siłę do wygrania każdej batalii, wewnętrznej czy też zewnętrznej.

SC: I tu nasuwa się kolejne pytanie o granicę zaufania do tej specyficznej relacji między wami, która napędza was jako zespół i pozwala tworzyć. W przeciągu ostatnich pięciu czy sześciu lat były dwa projekty, które nazwijmy to, nie zostały przyjęte najcieplej. Wydaje mi się, że czas „Lulu” jeszcze nadejdzie, może za kolejne 5-6 lat, z kolei „Through The Never” po prostu nie odpaliło komercyjnie na taką skalę jakbyście tego chcieli. Biorąc to pod uwagę, jak ciężko jest wciąż mieć zaufanie do stylu i sposobu pracy Metalliki, szczególnie gdy zestawi się to z bardzo szeroką dezaprobatą do ostatnich dwóch projektów? Rozumiesz, postawa niektórych ludzi typu: „Pierdolić ich, to co nagrali to gówno!” albo „Co to ma być? Kampania 'Ratujmy Metallikę'?”

JH: „Uczyńmy Metallikę znów wielką!” (parafraza wyborczego hasła Donalda Trumpa – przyp. Imperius).

SC: Dokładnie, cały ten negatywizm. Czy był to dla ciebie, osobiście jakiś problem?

JH: Szczerze? Pierdoli mnie to, naprawdę. Pogodziłem się już z... chciałbym użyć właściwego określenia, idiotyzmem internetu i tą wolnością gdzie każdy może powiedzieć co mu tylko ślina na język przyniesie. W pewnym momencie to już przestaje mieć jakikolwiek sens bo stajesz się niewrażliwy na to co o tobie piszą i zaczyna to bardziej szkodzić osobie, która to pisze niż tobie. Ta fala nienawiści jaka przelewa się przez internet zaczyna go zanieczyszczać i niszczyć. Próba wybierania tylko tego co jest ci sprzyjające jest bezowocna, po co się męczyć? Po prostu rób to co lubisz i już. W ten sposób zawsze wyjdziesz na tym dobrze, w końcu to twoje życie, ty je przeżywasz. Wszystko sprowadza się do tego po co to wszystko robimy? Ponieważ kochamy to i chcemy pisać muzykę, której słuchanie sprawia nam przyjemność. I tyle! Jeśli tobie ta muzyka też się podoba - słuchaj z nami, a jeśli nie - to słuchaj czegoś innego. Świat jest pełen muzyki, która może ci się spodobać.

SC: Wydaje mi się też, że w twoim przypadku to umiejętność wyłączenia się z tego elektronicznego świata. Ty raczej nie jesteś osobą która „żyje” w internecie?

JH: Już nie. Był taki okres w moim życiu gdy liczba „lajków” czy „przyjaciół” miała dla mnie duże znaczenie ale już tak nie jest. To, że ludzie przychodzą na koncerty, naprawdę się liczy. To jest prawdziwe i szczere. Z krytykowaniem innych jest tak, że łatwiej jest wymyślić coś negatywnego do powiedzenia niż pozytywnego. Co więcej, dla mnie, gdy ludzie zaczynają pisać tak dużo negatywnych opinii to oznaka, że materiał jest coś wart. Kiedy słucham „Death Magnetic” czy „St.Anger” myślę sobie: „O rany! To jest takie ciężkie i agresywne. Jak ludziom może się to nie podobać?” Nie zamierzam zmieniać niczyjej opinii na siłę.

SC: Wydaje się, że żyjemy w erze „ekstremalnej inwazji” na ludzką prywatność. Poddał się temu również rynek muzyczny. Artyści muszą udostępniać jak najwięcej i jak najczęściej swoim fanom. Zdjęcie tu, komentarz tam, klip wideo i tak w kółko - z promocją nowego albumu czeka was sporo tego typu spraw. Jak, ci się wydaje, będziesz sobie w stanie z tym poradzić? To nowa era.

JH: Zgadza się, czasy się zmieniają, ale nie wydaje mi się byśmy kiedykolwiek ulegli jakiejś modzie. Liczy się to co uważamy za słuszne. Bycie popularnym a bycie artystą to dwie zupełnie odmienne sprawy i bycie artystą jest, dla mnie znacznie ważniejsze niż sława. Gdyby więc okazało się, że musimy robić pewne sprawy tylko po to by wciąż być popularnymi, to ja nie jestem na to gotowy. Zależy mi na tym by muzyka broniła się sama i oczywiście najważniejsze dla mnie jest by ludzie przychodzili na nasze koncerty abyśmy mogli im tą muzykę zaprezentować. To daje mi największą satysfakcję. Ta nowa era, o której wspomniałeś, to świat gdzie każdy może być popularny. Wystarczy, że zrobisz coś wyjątkowo okropnego albo wyjątkowo wspaniałego albo po prostu bardzo kontrowersyjnego. Wystarczy tylko tyle i już masz setki „zwolenników”. Tylko, że potem zdasz sobie sprawę, że to było głupie i będziesz szukał wyjścia z tej sytuacji. Niektórzy ludzie tak zdobywają popularność, poprzez szokowanie. My tak nigdy nie robiliśmy. Nie tak chce iść przez życie, nie chce zdobywać ludzkiej uwagi poprzez szokowanie. W zasadzie wolałbym by mniej uwagi ludzie na mnie skupiali, to by dało mi więcej czasu na tworzenie.

SC: Czy zastanawiasz się czasem nad faktem, że twoje dystopiczne myśli mogą być źródłem najlepszych riffów i najlepszego materiału jaki tworzysz? Zdarza ci się podświadomie rozważać, że musisz zaprzęgnąć do pracy tą mniej przyjemną część swojego charakteru bo to ona, w dużej mierze cię napędza. Jest więc paliwem zarówno dla twojej ekspresji artystycznej ale i również dla twojej pracy. Nie chcesz więc zbytnio tresować tej wewnętrznej bestii, która cię żywi. Czy jest to kwestia znalezienia odpowiedniej równowagi?

JH: Nie. To było już wielokrotnie poruszane podczas naszej kariery. Niektórzy myślą, że skoro dojrzałeś i jesteś szczęśliwszy to twoja muzyka będzie teraz do dupy. Gdybym miał nad tym pełną kontrolę to chyba wolałbym być w pełni szczęśliwym człowiekiem. Trzeba więc rozgraniczyć tu tresowanie bestii a poznanie jej bliżej. Znam swoją bestię lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Wiem co ją wkurza, wiem kiedy potrzebuje się pożywić. Zupełne oswojenie może nie wchodzi w grę ale bliższe poznanie siebie pozwala na, choćby częściowe poczucie kontroli.

SC: Na koniec, chciałbym zapytać o aspekt koncertowania. Metallica jest zespołem, który prezentuje niezwykle regularny, wysoki poziom występów na żywo. Czy obecnie żeby utrzymać ten poziom będziecie musieli grać mniej koncertów? To pierwsze pytanie i drugie. Czy zamierzacie grać większość nowego materiału na koncertach i czy jesteś tym podekscytowany?

JH: Tak, jestem podekscytowany nowym materiałem. Może dla tego tak bardzo, że wcześniej, w pewnym momencie brakowało mi tego zapału. Kiedy przebywasz w studio tak długo zaczynasz tracić cel z zasięgu wzroku i zastanawiasz się czy to ma jakiekolwiek znaczenie. „Te piosenki są takie długie czy my je w ogóle będziemy grać na żywo? Itd.” Ale teraz, nie mogę się doczekać kiedy zagramy te kawałki na koncertach. Te piosenki są potężne i naprawdę dobre. Jeśli natomiast chodzi o to czy damy radę utrzymać się w formie psychicznie i fizycznie to faktycznie będzie to wymagać mniejszej ilości koncertów. Mniej ilościowo przełoży się na lepsze występy jakościowo, a o to przecież nam chodzi. Nie chciał bym męczyć się podczas super długiej trasy koncertowej. Chcę być w pełni sił i energii każdej nocy. Chcę dać z siebie wszystko co mam na każdym koncercie bez względu gdzie i kiedy on się odbędzie.

Źródło: metallica.com
Tłumaczenie: Imperius

Waszym zdaniem
komentarzy: 16
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
strzyga
07.01.2017 19:32:17
O  IP: 178.37.112.242
a7xsz

albo nic nie wiesz o życiu albo jesteś życiowo mocno ograniczony... i jeszcze dodatkowo podsumowujesz życie każdego z chłopaków,wg Twojego jakiegoś "widzimisię". A to,że ktoś wychowuje się w tzw normalnej czy też pełnej rodzinie nie oznacza,że będzie bardziej "poukładany", bo może być na odwrót w wielu przypadkach, więc z góry nie planuj i zakładaj życia dzieci Larsa...
Lewińska
01.01.2017 18:34:23
O  IP: 188.146.172.137
Jesteście zbyt surowi wobec Larsa ;) jego życie prywatne - jego sprawa, a dla nas - Metallikę trzyma na najwyższym poziomie, skądś bierze energię i pasję do tego, śmiem twierdzić, że również z satysfakcji z życia prywatnego.
I mam podobnie, jak NIKT - czasem otwieram oczy z wrażenia, jaka bliskość spojrzenia i podejścia na szereg kwestii ;)
To, co chyba najbardziej imponuje mi w wywiadach z Jamesem (które i ja kocham) u Jamesa to rozsądek :)
outlaw
01.01.2017 12:47:12
O  IP: 91.236.4.54
Tylko przypomniałem, że Kirk ma dwójkę, a nie jedno.
a7xsz
31.12.2016 16:40:20
O  IP: 37.47.102.163
Kirk ma dwójkę dzieci.

szok :D jakoś nie przywiązuję wagi do takich info.. no ale fajnie, ok.

co do Larsa; najgorsze dla mnie jest to obciążenie psychiczne i zmaganie się z prawnikami byłych żon, płacenie alimentów itd. nie czaję gościa.

To, że nie mówią źle o innych zespołach, tylko chwalić. Chwała chłopakom, pokazują klasę.
IM uwielbiam od czasów gimnazjum, Mega szanuję, Slayer nie znam (nie chcę poznawać) i trochę olewam. Każdy, wypowiadając się / nie wypowiadając się, wystawia sobie świadectwo.
outlaw
31.12.2016 15:54:57
O  IP: 91.236.4.54
a7xsz

Kirk ma dwójkę dzieci. Wychodzi mi, że jedynie Lars niekoniecznie jest życiowo mądry. On jako jedyny jest europejczykiem, a prowadzi tę swoją karierę w typowo amerykański sposób.

Ale jest coś, co ma cała czwórka, a czego brakuje muzykom z konkurencyjnych kapel. Czy słyszał ktoś z was, aby któryś - w tym Lars - mówił źle o innych muzykach? Ja nie słyszałem. Widać, że wyznają zasadę "o innych dobrze albo wcale". Zazwyczaj mówią w samych superlatywach o konkurencji z Iron Maiden, Slayer czy Megadeth. A słyszałem zarówno Bruca Dickinsona jak i myzyków Slayera i rzecz jasna Megadeth regularnie jeżdżących po Metallice. Ich problemem jest chyba to, że doszli prawie na sam szczyt, ale jednak PRAWIE, bo zawsze jeszcze wyżej była Metallica. Jakiś kompleks. I odwrotnie, jak się jest w pozycji muzyków zespołu Metallica, to trudno mieć kompleksy.
a7xsz
31.12.2016 14:55:24
O  IP: 37.47.102.163
outlaw

powiedział, że oni w ogóle wszyscy w zespole wydają się - tu cytat - "życiowo mądrzy".

Co do Heta się zgadzam w 110 %. On jest życiowo mądry, do tego jak opisywałeś - charyzma. Ma tą samą jedną żonę, dzieci. Normalny człowiek, a jednocześnie wielki i artysta-geniusz.

Natomiast co do zespołu, to tylko zgodzę się co do Jasona. On jest mądry. Zainwestował pieniądze, zamiast roztrwonić, to raz. A dwa, że dopiero niedawno się ożenił, choć był rozwiedziony w dawnych czasach, po bardzo krótkim małżeństwie (przełom lat 80 i 90 bodajże). Zdecydował się świadomie nie mieć dzieci i chwała mu za to, bo jakby na siłę i czy bo "wypada" je miał, to tylko by je skrzywdził.

Lars. Z jednej strony to geniusz i człowiek-orkiestra-instytucja. Ale życiowo, dla mnie ten człowiek, jest niemądry. Złe decyzje, brak konsekwencji. Kilka byłych żon i dzieci z różnymi kobietami. One będą skrzywdzone, bo nie doświadczą czegoś takiego jak normalna rodzina. Nie chcę być czarnowidzem, ale z tej czwórki Horsemenów, to któreś z dzieciaków Larsa będzie na pudelku i zamieni się w jakiegoś ćpuna..

Kirk jest dość dziwną osoba. Nie wiem jak jego finanse, ale jest wiekowy a dopiero nie dawno (kilka lat temu - 3 ? coś koło tego) zdecydował się na dziecko. Wiadomo, że daleko mu do Micka Jaggera (74 l.) któremu w tym miesiącu urodziło się dziecko :) Jeśli jest szczęśliwy, to super i nic mi do tego, nie mnie oceniać. Lepiej może późno niż wcale, może tak, dla niego.

Co do Roba, zgadzam się, że jest mądry życiowo, ma fajną rodzinkę, do tego załapał świetną fuchę za duży hajs i na boku realizuje się w swoich klimatach co sprawia mu szczęście.
MaciekP
31.12.2016 13:57:06
O  IP: 89.69.4.251
>większość heavy metalowych tuzów z najpopularniejszych zespołów wypada przy nim jak dzieci. Tak jakby nigdy nie dojrzeli.

Nic dodać nic ująć.

twistedme
31.12.2016 11:30:41
O  IP: 213.92.229.127
@xyz

Jeden z lepszych, jak nie najlepszy ever. Ciekawe rzeczy opowiada o pszczołach :)

Fajnie się tego słucha, bo o muzyce nie ma co gadać, trzeba słuchać, a o historii zespołu, to już chyba praktycznie wszystko powiedziano...
outlaw
31.12.2016 10:53:19
O  IP: 91.236.4.54
NIKT

nie musisz się bać, że ktoś posądzi się o fanatyzm czy jakieś tam zaślepienie. Ktokolwiek widział Jamesa z niedużej odległości może przyznać, że od tego gościa bije niezwykła energia, której opis ni mniej ni więcej można sprowadzić do zdecydowanie nadużywanego terminu "charyzma". Kiedy widzisz go na żywo, na koncercie, myślisz sobie, co on takiego ma, co sprawia, że jest raczej James i reszta zespołu. Magnetyzm i wielka przyjemność ze śledzenia każdego jego ruchu. To musi być właśnie charyzma.

Śledzimy go, bo jako jedyny z tej kapeli jest materiałem na idola, nie w spłyconym współczesnym tego słowa znaczeniu. Materiał na idola, bo godzien naśladowania zarówno na scenie jak i poza nią. Bogiem a prawdą większość heavy metalowych tuzów z najpopularniejszych zespołów wypada przy nim jak dzieci. Tak jakby nigdy nie dojrzeli.

Pamiętamy jak po St.Anger przylgnęło do niego określenie St.James. Był wtedy taki święty, nawrócony. Teraz jest w nim wiele z tamtego Jamesa, ale też kiedy trzeba wraca James niepokorny, z pazurem, lubiący pożartować w dawnym stylu. Równowaga jaką chcę oglądać. Mentalnie i osobowościowo to właśnie taki Papa Het heavymetalu. Kiedy widzimy go z trójką kolegów z zespołu od razu rzuca się w oczy, że przewyższa każdego z nich o głowę, a swoimi długimi ramionami mógłby ich wszystkich objąć jak Papa. Bez obrazy dla reszty Metalliki i kolegów po fachu z konkurencyjnych kapel, ale w tej samej mniej więcej relacji ma się chyba ich mentalna dojrzałość i ogólna powaga. Może trochę nadużywam tu metafory, ale coś w tym jest. Choć Jerzy Skarżyński z Radio Kraków, opisując kiedyż Metallikę, powiedział, że oni w ogóle wszyscy w zespole wydają się - tu cytat - "życiowo mądrzy".
a7xsz
31.12.2016 10:41:08
O  IP: 37.47.65.67
Komu układałem życie? :D

W stosunku do nich, miałem tylko własne oczekiwania co do MUZY (nie ich życia), które akurat się spełniły :) Bo mam taką genialną płytę, o której marzyłem żeby była, brzmiała.

Jakby James powiedział mi: "Pierdol się a7xsz",
odpowiedziałbym mu: "Fuck you too, James" :P
xyz
31.12.2016 10:28:45
O  IP: 93.105.36.201
a7xsz

A jeszcze niedawno układałeś im życie. Jak mają postępować, jak wyglądać itp.

Pewnie James by powiedział: Pierdol się a7xsz.
a7xsz
31.12.2016 10:14:18
O  IP: 37.47.65.67
Ja też kocham wywiady z JAMES'em :)

Podzielam jego podejście, zgadzam się, "Pierdoli mnie to" - taką postawę można prezentować nie będą już emerytem na starość czy nie przeżywając jakiejś choroby czy wypadku, wystarczy mieć świadomość. To nasze życie, robimy co chcemy, a co inni o tym myślą, co mówią - to właśnie "Pierdoli mnie to".
xyz
31.12.2016 09:43:35
O  IP: 93.105.36.201
orzel
31.12.2016 08:08:10
O  IP: 94.220.92.103
Swietny wywiad.
NIKT
31.12.2016 06:22:05
O  IP: 217.172.230.156
Czasem gdy czytam wywiad z JAMES'em dopada mnie myśl: "też tak myślę". W zasadzie od zawsze tak miałem ale z perspektywy czasu i doświadczenia te zbieżności odczuwam w kontekście poważniejszych spraw. Uwielbiam faceta bo mimo że z "buntu przeciwko wszystkiemu" już dawno wyrosłem (HET pewnie już dużo wcześniej) to wciąż czytam jego słowa i zauważam w tym swoje przemyślenia. Nie sposób mi się równać z nim artystycznie w żadnym wypadku ale czuje się jak bym w jakiś sposób "dorastał" z nim emocjonalnie. Oczywiście nie znam faceta osobiście i nie wiem jakim człowiekiem jest tak naprawdę ale czuję cholerną bliskość jego słów mym przekonaniom. Fanatyzm?? Zaślepienie?? Nie potrafię się do tego odnieść obiektywnie bo od ponad ćwierć wieku jestem jego fanem i na pewno coś w tym pozostało we mnie z lat młodości ale mam swój rozum i potrafię rozróżnić kim jest ON a kim ja i gdzie kto żyje. Jednak wciąż utożsamiam się z jego słowami.
Mógł bym napisać jak niegdyś moja OVERKILL'owa siostra J'G "Kocham wywiady z JAMES'em" ;)
Imperius
31.12.2016 01:44:21
O  IP: 31.49.60.29
"Bycie popularnym a bycie artystą to dwie zupełnie odmienne sprawy i bycie artystą jest, dla mnie znacznie ważniejsze niż sława." - I to mi się podoba.

Trzeba przyznać Steffan przyłożył się do swojej roboty. Niektóre pytania bardzo interesujące. Jakże miło czyta się wywiad który wyłamuje się zwykłym standardom.
OVERKILL.pl © 2000 - 2017
KOD: Marcin Nowak