W
I
Ę
C
E
J

«

N
E
W
S
Ó
W
Simon Mitchell osobisty kucharz Metalliki - wywiad dla "SO WHAT!"
dodane 22.10.2017 00:05:07 przez: Elvis-Król
wyświetleń: 771
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z osobistym kucharzem zespołu Metallica. Materiał przetłumaczony i opracowany przez użytkownika Marios.



Jedzenie, wspaniałe jedzenie
Gorąca kiełbasa z musztardą
Chociaż jesteśmy w nastroju
Na galaretkę z kremem!




Ach, te głupkowate piosenki z dzieciństwa! To jedna z tych łagodniejszych, śpiewana przez klasę chłopięcą w starym musicalu „Oliver”. Były z pewnością czasy, gdy Metallica kiełbasę pochłaniała masowo i cieszył ich jakiś budyń
(być może pudding zamiast galaretki).
Stadion, koncert, wypicie duszkiem kilku piw i dawaj na podbój kolejnego miasta. Takie zachowania nie bardzo działały. Jeśli naprawdę jesteś tym, co jesz, zauważysz, że Metallica musi być jedną z najlepiej odżywionych, jedną z najmłodszych i najzdrowszych bestii na naszej planecie. Duża w tym zasługa szefa kuchni Simona Mitchella z Rockpool Tour Catering z siedzibą na Wyspach.

Tak, tak. Brzmi to troszkę pedziowato: „osobisty kucharz”, a nawet „ekstrawagancki wydatek”. Jednak naprawdę powinniście być wdzięczni za to, że Simon przygotowuje posiłki, przekąski i napoje Metallice podczas WorldWired Tour. Jeśliby tego nie robił, chłopaki nadal zapychaliby się kiełbasą i kremem. Powiedzmy, że w każdym roczniku przychodzi moment, gdy musisz ograniczyć dodawanie gazu w swojej V12 i przestać lać do pełna, by uniknąć zaburzeń pracy auta. A wszystko dlatego, że zespół zdecydował się na współpracę z Simonem i Rockpool Tour Catering, którzy zajmują się takimi wdzięcznym relacjami na linii artysta – szef kuchni.



Porozmawiałem z Simonem w jego centrum dowodzenia w Royal Arena w Kopenhadze, kiedy płynnie i bez wysiłku szatkował, ciął na kawałki i zarządzał patelniami trzymając się swojego harmonogramu.



Steffan Chirazi: Witaj, Simonie. To wygląda jak najwyższej klasy restauracja, której nie ma co oczekiwać w czasie wycieczki. Wytłumacz nam trochę, co się tutaj dzieje i co robisz na trasie?

Simon Mitchell: To, co robimy, to objeżdżamy każdy koncert z tą kuchnią na kółkach. Masz tutaj piękny piekarnik, mamy naczynia. No i jest świat maszyn z moimi ulubionymi do przetwarzania żywności: blendery, frytownice...

S.C.: Jest i frytownica!!!

SM: Tak, tutaj. Więc co robimy... Przychodzimy na miejsce, robimy zakupy...

S.C.: Kiedy mówisz, że robisz zakupy, nie chodzi tylko o wypady do „Piotra i Pawła” i „Lewiatana”. Masz na myśli jakieś konkretne zakupy do przygotowania Metallice posiłku, dobrze myślę?

SM: Jak najbardziej. Każdy w Metallice ma odmienną dietę. Niektórzy potrzebują więcej mięsa, mniej mięsa, więcej warzyw, mniej warzyw, więcej białka, mniej białka etc. Jest też dieta wegetariańska [Simon pracuje tylko dla Metalliki i ich rodzin – przyp. Steffan]. Jeden z chłopaków jada dużo surowych rzeczy. Wszystko to determinuje bardzo specjalistyczne podejście do sprawy. Chodzę na lokalne ryneczki i próbuję się tym zainspirować. Odwiedzam lokalnych producentów, rzeźników, rybaków, czasem zahaczam o farmę i staram się znajdować rzeczy, które są lokalnie najlepsze w sezonie. Oznacza to tyle, że mogę dać chłopakom najlepsze produkty we właściwym czasie, aby otrzymali odpowiednią ilość paliwa, by mogli kontynuować te wielkie produkcje.

S.C.: Porozmawiajmy o tym, kiedy po raz pierwszy stałeś się częścią ich świata? Oczywiście robisz to od jakiegoś czasu, ale kiedy pierwszy raz usłyszałeś: „Hej, Metallica chciałaby czegoś więcej, niż kilku przekąsek przed i po koncercie”?

SM: Myślę, że było to jakieś cztery czy pięć lat temu. Wiem, że Metallica zamawiała wiele gotowych potraw, dużo jedzenia, gdzie nie wiedzieli, skąd pochodziło, nie wiedzieli jak było przygotowywane. A to ważna wiedza, jeśli musisz co wieczór, noc po nocy stać na scenie. Kiedy się pojawiłem, wyjaśniłem im, że wszystko robię od podstaw. Wszystkie produkty kupowane są na bieżąco lub dzień wcześniej. Dzięki temu chłopaki wiedzą skąd jedzenie pochodzi i jak jest przygotowywane. Przyzwyczajają się do mojego stylu pracy.

Dla mnie to pozytywny odbiór, bo to oznacza, że mogę więcej eksperymentować, ponieważ Metallica mi ufa. I raczej jest: „Oto szalony półmisek!”. Ich reakcja: „Łał!” Wiedzą, że gdy wkładam określone produkty, będą to dla nich niezbędne składniki odżywcze, które staną się paliwem w czasie koncertu. To naprawdę miłe relacje, dzięki którym ćwiczę nowe techniki i przygotowuję nowe potrawy. Oni są przekonani, że to, co im dostarczam jest tym, czego potrzebują by wykonać robotę.




S.C.: Dziesięć lat temu nikt by nawet nie przypuszczał, że tak będzie. Byłby to telefon do lokalnej restauracji z indyjskim jedzeniem i oczekiwanie, że dostaną najlepsze specjały. Jak myślisz, kiedy wzrosła świadomość tego, co ląduje na talerzu? Kiedy to zaczęło się zakorzeniać w świecie rocka?

SM: Moja praca z Metallicą nie trwa może zbyt długo. Zacząłem współpracę z chłopakami w 2014 roku. Od 2007, 2008 roku istnieje ogromny międzynarodowy ruch zdrowotny, szczególnie na takich gałęziach jak weganizm i wegetarianizm, które obecnie są najbardziej prężne. Ruch ten spowodował to, że teraz w najbardziej znanych i popularnych miejscach w Los Angeles, Nowym Jorku czy Londynie, restauratorzy opierają menu na warzywach i roślinach. Świetnie się czasowo dopasowałem do Metalliki. Oni musieli dostarczyć organizmowi pewną ilość energii, której nie byli świadomi, a ja przyszedłem we właściwym momencie i wprowadziłem to w życie.

S.C.: Porozmawiajmy teraz o różnicach, które możemy dostrzec, będąc w tej części europejskiej trasy. Łatwiej jest robić zakupy w Europie, czy w Stanach?

SM: W każdym mieście, kraju, czy na każdym kontynencie są i pozytywy i negatywy. W USA są niesamowite rzeczy, jak Whoole Foods (sieć sklepów z żywnością z całego świata). Dzięki nim znajduję o wiele więcej przyjemności w mojej pracy z powodu ilości składników, jakie mają w ofercie. Wyprzedzają konkurencję. Jednak w Europie masz ogromną rzeszę produktów wysokiej jakości. Wpadasz do supermarketu i masz produkty wysokiej jakości, podczas gdy w USA trzeba się napocić, dokonać selekcji. Tu w Kopenhadze jest niesamowity sklep o nazwie Inco i mam do niego jakieś 15 minut drogi, więc osobiście sprawdzam, co ląduje Metallice na talerzu.

S.C.: Gdzie jest najtrudniej, spoglądając nieco szerzej niż tylko Europa?

SM: To dobre pytanie. Nie chcę wymieniać konkretnych miejsc, bo może to zostać odebrane jako szufladkowanie jakiegoś kraju. Myślę, że obszary Ameryki Południowej są najtrudniejsze w tej kwestii. W niektórych częściach Azji trudniej jest znaleźć odpowiednie składniki, mając na uwadze to, że Metallica pochodzi z części zachodniej i jedzą głównie posiłki zachodnie z delikatnymi tylko wpływami inności. Francuzi są tak nacjonalistyczni jeśli chodzi o żywność, że nie łatwo wprowadzają u siebie inne rzeczy. Czy to azjatyckie, czy angielskie jedzenie, czy nawet kuchnia zachodnia. Więc zdarza się, że niekiedy we Francji, czy w Paryżu jest trudno na zakupach. Masz najlepszą kaczkę w najlepszych warzywach, ale zawsze jest to podane tak, że nie podobna przygotować tego inaczej, niż na francuski sposób.



S.C.: W porządku. Dwa kolejne pytania. Przede wszystkim dzisiejsze menu. Możemy się mu troszeczkę przyjrzeć?

SM: Tak, oczywiście. Dziś mamy dzień koncertu, więc to jest na dzisiejszy dzień i wieczór koncertowy. Podstawą jest upewnienie się, czy zespół jest dziś pobudzony. Menu jest lekkie. Więc mamy dużo sałatek, mamy kaszę bulgur, trochę kosmy ryżowej, troszkę pieczonych warzyw. Lubią burgery, więc od czasu do czasu i te przygotowujemy. Mamy i dziś jeden. Mają tendencję do wyboru burgerów fit. To w zasadzie bunless burger na bazie białka (mięso bez bułki, zawijane w sałatę). Zrobię grillowaną pierś kurczaka metodą sous-vide w 65 stopniach Celsjusza (mięso jest nie do końca usmażone, zamyka się je szczelnie i ochładza, by gdy nadejdzie moment wrzucić tylko na chwilę na ruszt i gotowe). Smakuje niesamowicie. Rumienimy je tylko z obu stron, dodajemy awokado, suszone pomidory i mamy hamburgera bez bułki. Co jeszcze mamy? O tak...

S.C.: Mamy spaghetti po bolońsku, o tam, kolego.

SM: Tak. Jeden z członków zespołu szczególnie przepada za spaghetti. Kiedy robię zakupy, kiedy przygotowuję menu, wybieram pewne produkty pod konkretne osoby. Wszystko w zależności jak się czują danego dnia. Jeśli ktoś nie czuje się najlepiej, wybiorę coś, co sprawi, że mu się poprawi. Jestem wtedy pobłażliwy i robię burgera lub spaghetti.

S.C.: Albo Kirkowy powrót do „dni z duńskim hot-dogiem”, co brzmi jak ohydny, niezdrowy, ale bardzo smakowity hot-dog i jestem pewien, że ze względu na Kirka jest to danie wegetariańskie.

SM: Trafiłeś w sedno. On dosłownie jest ohydny!!! To smażona cebulka, ogórki i oczywiście kiełbasa. Bułka z parówką. Kirk pochłaniał ich mnóstwo. I to jest wegetariański hot-dog. Kirk zazwyczaj jest w bardzo dobrej formie, ale lubi eksperymentować z jedzeniem. Dołożyłem to specjalnie dla niego, więc kiedy kończy występ, to jest jakby nagroda. Wchodzi za kulisy i słyszy: „Znakomicie! Dobry występ! Masz, jedz!”.

S.C.: Mam wrażenie, że gdy fani będą czytać ten wywiad, niektórzy pomyślą: „Quinoa? Bulgur? A cóż to za zielsko?”. Ale to nie do końca są tylko rośliny, bo jeśli masz zamiar grać 50 koncertów rocznie z maksymalną wydajnością, jedzenie tego typu jest absolutnie niezbędne, prawda?

SM: Oczywiście. Dieta to najważniejsza sprawa. Nie miała ona tak wielkiego znaczenia w przeszłości, ale uważam, że teraz każdy jest bardziej świadomy. Świadomość, wiedza i edukacja w tym kierunku są coraz większe. Patrzymy na składniki i możemy coś więcej o nich powiedzieć: ile tu węglowodanów, ile tłuszczów, ile tłuszczów dobrych, ile niepożądanych.

S.C.: Fascynujące rzeczy. I masz 100 procent pewności do tego, co robisz. Żadnych perturbacji żołądkowych.

SM: Odpukać w niemalowane, minęło pięć lat i tak jak mówisz, mam dobre wyniki. Są bardzo pochlebne. Otrzymuję znakomity feedback. Zawsze w przerwie w trasie mailuję do nich. Pytam jak się czują, czego oczekują, co im nie pasuje, więc kiedy pojawiam się na miejscu jestem gotowy. Wiem, co gotować.



S.C.: Na koniec pogadajmy o magicznym napoju regenerującym gardło. Chodzi mi o ten, który stworzyłeś dla Jamesa ostatnim razem, gdy byliśmy w Kopenhadze. Sprawdził się, bo musieliśmy odwołać tylko jeden koncert.

SM: Uważam, że organizm Jamesa to maszyna. Myślę, że regeneruje się błyskawicznie. Gdy poczuł się nieco gorzej i stracił głos, zrobiliśmy wtedy dwie rzeczy. Zrobiłem mieszankę kurkumy, imbiru, cytryny i połączyłem wszystko z herbatą i miodem. To było balsamem dla jego gardła, bo kurkuma zmniejsza stan zapalny i pomaga w trawieniu. Zadanie polegało na tym, żeby postawić Jamesa na nogi. A kiedy wrócił do domu, przyszedł czas na wołowy bulion, który przygotowuję dla Jamesa do dzisiaj. Chodzi o to, by gotować mięso wołowe naprawdę długo i powoli na wolnym ogniu przez 24 do 48 godzin. Więc minimum zostawia się to na jedną noc. Wiesz, przyjdę, przygotuję ci to, a ty ustaw piekarnik, włóż do piekarnika, idź spać, wróć następnego dnia i niech to dalej się gotuje. Efekt? Uzupełnienie kolagenu w kościach i szpik z kości wołowej dostarcza sporych ilości odżywczych witamin i minerałów. Wszystko po to, by utrzymać układ odpornościowy w dobrej formie. Nadal tak pracujemy. James jest zadowolony, ja jestem zadowolony i jest to jeden z powodów, dlaczego dziś tu jesteśmy i jesteśmy tak silni.



S.C.: Szpik z kości wołowej?

SM: Mięso i kość z każdej krowiej części, jaką możemy znaleźć. Wszystko świeżutkie, prosto od rzeźnika, gdzie krowy były bardzo dobrze traktowane za życia i dba się o ich mięso już po uboju.

S.C.: To oczywiście sprawia, że James tryska energią.

SM: To już koniec, prawda?


KONIEC


Źródło: "SO WHAT!"

Tłumaczenie i opracowanie: Marios

Opublikował: Elvis-Król

Waszym zdaniem
komentarzy: 8
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Elvis-Król
25.10.2017 13:44:31
O  IP: 91.228.198.238
Marios jest jak Lars (ma dobrego nosa). On wie jaki dobry wywiad wygrzebać i go przetłumaczyć. ;)
Samadan
25.10.2017 01:04:20
O  IP: 192.162.151.216
Kurkuma super ale nie wierzę, że ten "magiczny napój" tak raz dwa naprawi styrane gardło. No chyba, że mówimy tu o jakiejś profilaktyce to owszem możliwe.

Nabrałem ochoty na bulion włosowy...
Sue
23.10.2017 18:55:15
O  IP: 81.190.185.5
Super wywiad, bardzo ciekawy, jeden z lepszych od baaaaardzo dawna. ;)
Aleksandra
23.10.2017 18:53:04
O  IP: 94.254.162.27
Słyszę w głosie kucharza akcent z północnej Europy. Coś jakby Norwegia albo...Holandia? :)
Johnc
23.10.2017 14:35:30
O  IP: 79.175.231.71
nie ma mleka miało być
Johnc
23.10.2017 14:35:09
O  IP: 79.175.231.71
Elvis nie ma mela :). Dobry news jeden z ciekawszych aczkolwiek kucharz nie podał zbyt wiele szczegółów wystraszony ?
nartin
23.10.2017 03:20:09
O  IP: 89.64.16.59
Najlepszy ten bulion wołowy.
NIKT
22.10.2017 07:22:16
O  IP: 81.190.73.179
Jak widać bogowie nie tylko nektarem i ambrozją się żywią ;)

„Znakomicie! Dobry występ! Masz, jedz!”. Buahahah:D
OVERKILL.pl © 2000 - 2017
KOD: Marcin Nowak