W
I
Ę
C
E
J

«

N
E
W
S
Ó
W
Robert Trujillo w wywiadzie dla "So What!" 11.04.2017 cz. 1
dodane 13.07.2017 11:34:45 przez: Elvis-Król
wyświetleń: 639
Kwietniowy wywiad z Robertem Trujillo przeprowadzony 11 kwietnia 2017 roku przez Steffana Chirazi dla "So What!". Przetłumaczony i opracowany przez użytkownika Marios.



W kwietniu Rob Trujillo został w końcu złapany przez Steffana Chirazi, by odpowiedzieć na kilka palących pytań, które zebrały się w pierwszym kwartale 2017 roku. Metallica podjęła się czegoś w rodzaju Harlem Globetrotters jeśli chodzi o harmonogram. Święta wielkanocne pojawiały się dopiero na horyzoncie, a zespół już zdołał odwiedzić trzy kontynenty. Trudne więc było znalezienie czasu, by uzyskać odpowiedzi na temat tego, co się aktualnie dzieje w zespole. W końcu spotkaliśmy się we wtorek wieczorem (11 kwietnia 2017) o godz. 22.30 w jego południowokalifornijskim domu. Usiedliśmy, by pogadać o obecnym stanie rzeczy z jego perspektywy. Jak zawsze Robert z przyjemnością wyjaśnił i rozwinął wszystkie sprawy nad którymi zespół pracował przez pierwsze miesiące 2017 roku.



Steffan Chirazi: Porozmawiajmy trochę o tym, jak mija rok. Sporo podróży, mnóstwo miejsc do zabawy. Jak na to patrzysz?

Robert: To wymaga czasu. Staraliśmy się pielęgnować koncertowe produkcje, więc było trochę prób i błędów, żeby zoptymalizować wszystko. Rozszerzamy to nieco teraz. Jest więcej doodli (Rob i Kirk wspólnie grają kilka motywów na każdym z koncertów – przyp. Marios). Jest tam nawet trochę basu, co nie zdarzało się od dłuższego czasu. Było sporo wyzwań, ale dobrych wyzwań, które znasz. Bo czy to jest motyw na basie, czy nowe utwory, czy rozbudowywanie nowych utworów, intra i takie rzeczy, to jest to próbowanie czegoś nowego, co jest świetne. Tu właśnie jesteśmy. Staramy się, żeby set koncertowy był jak najbardziej ekscytujący, by zachowywał tempo. Mamy pomysły i po prostu je próbujemy.

Publiczność jest w szczytowej formie, ale jak się wydaje, zawsze tak było, ale Mexico City to inny poziom.

Sprawa z Meksykiem jest o tyle szalona, i zdarzało się nam to wcześniej podczas przygotowań do kręcenia filmu „Through the Never”, że wydaje się, że jest to miejsce typu „przyjdź i rób”. (Rob użył tutaj porównania z basenem. Widzisz basen i co robisz? Wskakujesz i pływasz. Przyjeżdżasz do Mexico City i co robisz? Grasz koncert – dop. Marios). [W Mexico City] jesteś na pewnej wysokości, co stanowi wyzwanie dla wielkiej produkcji scenicznej. Wiesz, że będziesz na linii ognia dla co najmniej 60 000 najbardziej szalonych fanów na świecie, dając z siebie wszystko. Będziesz przytłoczony, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, bo jest dużo miłości, ale jednocześnie kondycyjnie musisz wspiąć się na wyżyny. To niesamowite miejsce do grania.

A’propos, wejdźmy na chwilę w fizyczny aspekt tego przedsięwzięcia, ponieważ myślę, że bardzo trudno to ocenić. Przede wszystkim nikt z was nigdy nie nosił pedometrów, prawda? Myślę, że wyniki byłyby fascynujące. Chciałbym zobaczyć ile kilometrów masz na zegarku podczas przeciętnego koncertu.

Prawda. Wiem, że byłoby to interesujące, bo musisz mieć w sobie pewną wytrzymałość. Wiesz, w Meksyku potrafi być dość chłodno. W połowie lat 40., zanim pojawiliśmy się na scenie, było trochę wietrznie, trochę chłodno. To dobre miejsce hartujące organizm. Kiedy tam wychodzisz, chcesz przetestować swoje ciało. Po ostatnim koncercie w Meksyku Hetfield stwierdził: „Stary, miałem zwolnione obroty”. Powiedział, że trochę zderzył się ze ścianą. Podniecasz się tłumem, momentem, tym wszystkim, masz do zagrania jeszcze dwa trzy tytuły i nagle stwierdzasz: „O stary, mam pusty bak”.

Pozwól, że cię zapytam o pewną sprawę. To proste pytanie, ale to jedna rzecz, której nigdy nie zrozumiałem. Chodzi o rampę (w snake-pit) i chodzenie po niej. Masz jakąś niepisaną zasadę ile razy po niej chodzisz? Czy jest jakiś punkt, w którym stwierdzasz: „Cóż, nie wyjdziemy na rampę przez pierwsze dwa utwory, al. Później jak najbardziej”?

Nie ma reguły. Decyduje instynkt. Są momenty, kiedy widzę, że Kirk uderzył na rampę, to ja też wpadam. Wiesz, lubimy przebywać po obu stronach rampy. Kiedy mam solówkę, to po prostu miło jest zagrać ją wśród publiki. Widownia się tym cieszy.

No dobra. Ale jeśli nikt nie chce być tym pierwszym do wyjścia? Zawsze chcesz być, drugi, trzeci, cokolwiek. Nie ma czegoś takiego: „O.K. Losujemy, kto pierwszy wychodzi na rampę”?

[śmiech] Nie, nie. Naprawdę o tym nie gadamy. To się po prostu dzieje. To dobre pytanie, ale nie, nie regulujemy tego w ten sposób. To zależy od wibracji, ale również od utworu. Instynkt ci podpowiada: „Dobra, to jest ten moment, w którym uderzamy na rampę”. Jeśli widzę, że Kirk rusza, to czasami wpadam z nim. To się zmienia.


CIĄG DALSZY NASTĄPIŁ! (KLIK)



Źródło: "So What!"

Tłumaczenie i opracowanie: Marios

Opublikował: Elvis-Król

Waszym zdaniem
komentarzy: 2
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
outlaw
13.07.2017 19:06:53
O  IP: 91.236.4.54
Dwa ciekawe pytania. O pedometr i ilość kilometrów na scenie i drugie o to, jak wykorzystują snake pit. Co do pierwszego, to niestety muszę przyznać, że Rob zaczyna zostawać w tyle jeśli idzie o ruchliwość na scenie. Widać wielką różnicę w porównaniu z jego początkami w zespole. Kirk pod tym względem też się starzeje, choć lepiej. Tylko James wciąż jakby odradzał się jak Feniks z popiołów. Obejrzałem fragemnty ostatnich koncertów i muszę przyznać, że ten gość ma niesamowite zdolności rewitalizacyjne.

Co do snake pitu, to trudno mi uwierzyć, że nie mają wyreżyserowane, kiedy pojawiają się w snakepicie, skoro widzę, że praktycznie zawsze w tych samych kawałkach. I zawsze ostatni pojawia się tam James. TO jest świadome stopniowanie napięcia albo mają to już zakodowane w podświadomości. Pamiętam doskonale jak w 2012 roku w Warszawie na Jamesa w Snakepicie czekaliśmy bodaj do 8-ego kawałka. To była wieczność.
Elvis-Król
13.07.2017 13:03:28
O  IP: 91.239.66.27
Dzięki Marios za podesłany i przetłumaczony materiał.

Kolejne części pojawią się niebawem, więc zachęcamy do regularnych odwiedzin!
OVERKILL.pl © 2000 - 2017
KOD: Marcin Nowak