W
I
Ę
C
E
J

«

N
E
W
S
Ó
W
James dla So What! o tekstach utworów na "Hardwired..." CD1
dodane 22.11.2016 21:04:26 przez: Imperius
wyświetleń: 2966
Na łamach internetowego wydania So What! w ramach serii wywiadów z członkami zespołu ukazała się rozmowa Steffana Chirazi z Jamesem. Jak mówi sam autor artykułu, dość niespodziewanie z luźnej rozmowy o inspiracjach do albumu wywiad przerodził się w dość szczegółową analizę utwór po utworze i przybrał formę dyskusji porównującej wyobrażenie Steffana o czym są utwóry z wyjaśnieniem Jamesa - „co autor miał na myśli”. Poniżej część pierwsza zawierająca utwory z CD1. Część druga za kilka dni.



1.“HARDWIRED”

JH: To była ostatnia piosenka napisana na ten album. Kiedy powstała pierwsza wersja zamykała się w dwóch, co jest dość niezwykłe. Można to było porównać do czasu trawania kawałków Misfits czy Ramones.
SC:Dwie minuty?
JH:Tak.
SC: Słodki Jezu...
JH:Potem zaczeliśmy dodawać trochę tu, trochę tam ale i tak skończyło się poniżej 4 minut. To bardzo prosty utwór. Myśl sobie co chcesz o tekście do tego kawałka, to nie jest Szekspir i ja to wiem, ale świetnie podsumowuje cały album. Ten utwór wskazał nam w jakim kierunku powinniśmy pójść jeśli chodzi o tytuł całej płyty. To takie zebranie przesłania każdego kawałka na albumie w jedno. Czy ludzkość naprawdę postępuje we właściwy sposób? Przecież jak na nas dziś spojrzeć to jesteśmy tylko małym punkcikiem na przestrzeni historii dziejów. Czy jako gatunek grozi nam wyginięcie? Czy zatracamy się w świecie elektroniki, czy stajemy się tylko małą częścią tego świata? Czy dojdzie do samozagłady ludzkości z powodu naszych ego i wszystkiego tego co tak naprawdę czyni z nas ludzkie istoty? Może powinno się nas zastąpić robotami, nie było by tak lepiej? Prowadzi to do rozmyślań z gatunku dzieł science fiction ale podstawowe jest pytanie - jaki był plan na ten świat, wiesz, kiedy człowiek tylko powstał?
Ta fraza „hardwired to self-destruct” – skazani na samozagładę, pochodzi od mojego przyjaciela, który walcząc ze swoim nałogiem opowiadał mi kiedyś o swoich przemyśleniach. „Czy taki jest nasz los? Czy domyślnie jesteśmy nastawieni na dążenie do przedwcześnej śmierci? Niszczymy swoje życie bezpowrotnie, czy jesteśmy skazani na samozagładę?” Wychwyciłem ten fragment i nie mogłem przestać o tym myśleć.


2. “ATLAS, RISE!”
SC:Mam wrażenie, że to piosenka o męczeństwie, opis sytuacji gdzie ludzie sami robią z siebie męczenników.
JH:Dokładnie tak. W mitologii Atlas został skazany na dźwiganie sklepienia niebieskiego na barkach jako karę za swoje czyny. Stało się to jego obowiązkiem, dziedzictwem. Spotykam ludzi, którzy wiodą swoje życie w taki właśnie sposób, uważają, że powinni umęczać się za słabszych, w imię takiej lub innej sprawy.”MUSIMY uratować to, MUSIMY pomóc tamtym”. Biorą na siebie ogromną odpowiedzialność a tym samym stwarzają poczucie winy wśród tych którzy ich nie popierają lub myślą inaczej. „Jak możesz nie chcieć NAM pomóc?” Toczy się ciągła walka między męczeństwem jednych a poczuciem winy drugich. Niektórzy myślą, że mają większą odpowiedzialność niż to jest naprawdę. Więc mówię „Hej, człowieku wyluzuj, odpuść trochę tej odpowiedzialności albo podziel się nią ze mną”. Pierwotnie pomysł na całą tą piosenkę zaczął się od frazy „Podziel się swoim ciężarem ze mną” i „Nie musisz sam dźwigać tego ciężaru, przekaż trochę na moje barki”. Życie cię nie oszczędza i chciałbym ci pomóc. Ale potem się okazuje, że ta osoba wzieła cię na litość i w ten sam sposób zachowała się wobec kogoś innego. Myślisz więc sobie: „Hej, bez przesady człowieku, przestań używać swojej niedoli jako szantażu emocjonalnego. Przestań robić z siebie męczennika!”

3. “NOW THAT WE’RE DEAD”
SC: Jak dla mnie to piosenka o wierze albo o tym jak myśl o śmierci może dawać ukojenie, bo wobec niej wszyscy jesteśmy równi.
JH:Hmmm... coś w tym jest, w końcu nikt nie ucieknie przed śmiercią. Wiara może dodawać siły, myśl, że jest jeszcze coś po śmierci. Pomysł na ten utwór zrodził się trochę z chęci napisania o relacji między dwojgiem ludzi, takie współczesne Romeo i Julia. Jesteśmy razem na dobre i na złe, gotowi wspierać się i zwalczać przeciwności losu. I teraz nagle, skoro już jesteśmy martwi... Wiesz „być martwym” może tutaj oznaczać wiele rzeczy. Martwym dosłownie - i oto przechodzisz w kolejny wymiar, kolejne wcielenie. Albo, oni są martwi bo coś strasznego przydażyło się im, jako parze i teraz oboje są już po drugiej stronie tego koszmaru. Więc to jest piosenka o wzajemnym zaufaniu. Człowiek jest tylko człowiekiem i popełnia błędy, ale błędy można naprawić. Można spróbować za nie wynagrodzić i wspólnie zacząć od nowa, z czystym sumieniem. W tym wszystkim jest też element odkrywania, przygody – „Nie wiem co nas czeka ale spróbujmy, zróby to, zaryzykujmy!”.

4. “MOTH INTO FLAME”
SC:To wydaje się być piosenka o cenie jaką płacisz za sławę oraz o byciu zwiedzionym przez ślepe pokusy.
JH: Tak, ten tekst trzeba traktować dość dosłownie. W dzisiejszych czasach wydaje się, że niemal wszyscy mają swoistą obsesje na punkcie bycia sławnym, popularnym. Czy to twoje konto na Facebooku czy inne rzeczy. Idę czasem ulicą i widzę tych ludzi którzy jednocześnie idą i robią sobie „selfie” telefonami. I myślę sobie: „Człowieku co ty robisz? Jak bardzo można być zapatrzonym w samego siebie?” Wydaje mi się jednak, że nowe pokolenie będzie trochę inne, będzie bardziej zdawało sobie sprawę z rzeczy jakie ich otaczają. Główną inspiracją do napisania tego tekstu był filmy „Amy” opowiadający historię Amy Winehouse, który pokazuje jak w pewnym sensie, została ona poddana praniu mózgu. Jej styl życia stał się dla niej nową religią. Jest tam taka scena, która bardzo mnie poruszyła. Amy wychodzi z domu i już od progu rzuca się na nią armia paparazzi: „Hej Amy, jak się dzisiaj czujesz?”, „Jak się ma twój przyjaciel...” a w tle słychać tylko ciągły klik migawek aparatów fotograficznych. „Jesteśmy tutaj jako twoi przyjaciele...” [klik, klik, klik...] To było takie niepokojące. I jak tu na Boga, żyjąc w tej bańce mydlanej jak z bajki, masz odróżnić co jest prawdziwe a co nie. Wszyscy na około ci tylko przytakują i klepią po plecach. Nic dziwnego, że dziewczyna się zagubiła. Zupełnie uwierzyła we wszystko co jej mówili i ta cała sława, ten mit sukcesu stał się dla niej wszystkim. I wiesz, w pewnym momencie ta limuzyna, którą cie wożą staje się twoim karawanem.
SC:To bardzo dosłowne, ale i bardzo prawdziwe.
JH:Tak, spójrz na pierwszą linijkę tekstu do „Moth...”. Opisuje jak po pełnym energii koncercie, gdzie było tak wspaniale, tłum spijał każde słowo z twych ust, czułeś, że jesteś na szczycie, teraz przebiegasz między fanami do limuzyny i zamykasz za sobą drzwi, a tam... już czeka na ciebie wszystko co tylko zapragniesz: luksus, alkohol, przyjaciel. Uderzasz z jednego szalonego świata w drugi, jeszcze większy, trudniejszy do opanowania.

5. “DREAM NO MORE”
SC: Czy to jest kontynuacja pomysłów z „Enter Sandman”, rzecz o koszmarach?
JH:Interesujący pomysł...
SC: Ten riff jest taki surowy, pierwotny w swojej naturze i cały nastrój utworu jest taki pierwotny. To jest chyba jedna z najwolniejszych piosenek jakie Metallica kiedykolwiek nagrała, ale jest niewiarygodnie ciężka.
JH: Uwielbiam ten kawałek. Uważam, że ma świetny riff i ten fragment w refrenie gdy śpiewam: „I oto obrócisz sie w kamień”. Już jak tylko wypowiadam te słowa przchodzi mi na myśl skojarzenie z współczesnymi środkami masowego przekazu. Siedzisz przed ekranem i patrzysz na te wszystkie okropności i nie możesz oderwać wzroku. Patrzysz się na horror jaki spotyka ludzi na świecie pokazywany w najdrobniejszych detalach ale nie możesz przestać patrzeć i po jakimś czasie tarcisz na to wrażliwość, zaczynasz beznamiętnie obserwować ludzką tragedię. Dla mnie przede wszystkim to jednak kontynuacja naszego „Call of Ktulu”. To jakby odpowiedź Cthulhu. W tych mitach opowiadających o nim, Cthulhu powstaje i jeśli ujrzysz choćby jego odbicie w lustrze to zamienisz się w kamień. Tak ohydnie i potwornie on wygląda.

6. “HALO ON FIRE”
SC:Wydaje mi się, że to bezpośrednia opowieść o walce z wewnętrzną ciemnością, z depresją.
JH:Mógłbyś to tłumaczyć na wiele sposobów. Bezpośrednio utwór mówi o przeciwstawnych światach i uczuciach jakie są w każdym z nas. Zestawieniu :dobro – zło i o tym kiedy te światy zaczynają wychodzić z nas na światło dzienne. Niektórzy ludzie próbują przedstawić się światu niemalże jako święci i im więcej jest w nich mrocznej strony tym bardziej starają się „wybielić” w oczach innych ludzi. Coraz mniej jest w nich prawdziwego „ja” a coraz więcej tej pozy świętego, którą starają się wynagrodzić zło jakie w nich się skrywa. Przychodzi mi też na myśl ten film „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Nigdy nie widziałem całego filmu a tylko jego fragmenty. Te w których widać człowieka sukcesu, który wiele osiągnął w życiu i ludzie go podziwiają a tu się okazuje, że koleś ma jakąś piwnicę, w której odbywa się jakiś horror i tortury, wszystko dla jego chorej przyjemności. I ludzie dawali się nabrać na te pozory i wpadali w pułapkę. Na końcu jednak wszyscy cierpieli. Tu nie ma wygranych, są tylko ofiary.


...cdn



Waszym zdaniem
komentarzy: 13
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Vamike
25.11.2016 01:00:35
O  IP: 83.28.144.48
Elvis-Król

Lars jakby sie ufarbował na Mustaine to sam jak wiewiórka :D

Co do tekstów to jeszcze przyjdzie czas na zgłebianie...Ciekawe czy dorównają tym z Lulu bo tam to był geniusz w czystej postaci :)...
Elvis-Król
24.11.2016 10:09:22
O  IP: 94.254.243.222
Lars używa wiewiórek. Ma całą setkę i skaczą po garach, a Greg to nagrywa. Tak powstała ścieżka perkusyjna do bone między innymi. Bądźcie gotowi na szok na koncercie jak tajna ekipa Larsa zacznie skakać po garach.
Vamike
24.11.2016 09:51:17
O  IP: 79.185.10.103
outlaw


Magii używa Lars to czarodziej to mag :D
outlaw
23.11.2016 20:47:43
O  IP: 91.236.4.54
W sumie nie jestem pewien czego on tam używa, ale pięknie buduje mroczny klimat.
outlaw
23.11.2016 20:44:56
O  IP: 91.236.4.54
Jak już gdzieś napisałem, dla mnie to, co najlepsze i najbardziej klimatyczne w tej płycie zaczyna się od tego kawałka. Bardzo lubię Atlas Rise, ale to inna estetyka. A kiedy w NTWAD Lars zaczyna na początku budować napięcie, to jest transcendentne prawie doznanie. Zawsze uwielbiałem sposób w jaki on używa kotła. Naprawdę z pomysłem, smakiem, dodając muzyce głębi. Na tej płycie znów robi to częściej. Oprócz NTWAD choćby w Here comes revenge.
Imperius
23.11.2016 19:26:17
O  IP: 86.147.201.201
Jest na rzeczy i to bardzo.
Słuchając płyty po raz pierwszy w Piątek znałem tylko 3 single promujące płytę i NTWAD był właśnie tym utworem, który wcisnął mnie w fotel. Tak chwytliwego riffu w średnio-wolnym tempie Metallika nie napisała od czasów SadButTrue. NTWAD to kawałek walec, który wgniata wszystko co znajdzie się na jego drodze. Ta perkusja i riff w intro nadają się do wbijania młotkiem gwoździ. Do tego ten groove - mistrzostwo!
Wczoraj wieczorem Makak w AntyRadiu zagrał właśnie NTWAD kiedy chciał zaprezentować nową płytę Metalliki.
outlaw
23.11.2016 14:49:47
O  IP: 91.236.4.54
I taki komentarz widziałem do Now that we're dead: "'Now That We're Dead' haunts me, it is becoming my favorite song on HWFSD that drum beat stands out, it is so freeking different for Metallica and the lyrics...wow! The first dance with my wife at our reception was Nothing Else Matters thus I am nostalgic when I hear that song, NTWD has me looking forward to the years we have together. James, this may be only the second 'love' song you have written, but NEM and NTWD say more than a career of other artists' silly love songs. Thank You!"

Coś jest więc chyba na rzeczy.
Elvis-Król
23.11.2016 11:40:01
O  IP: 94.254.243.222
Taka prawda. W szkole jesteś gówniarzem i mało co rozumiesz. Sam pamiętam z lat szkolnych jak męczyłem wiele książek, niektóre olałem czy pojechałem na streszczeniu co potem miało bardzo różne konsekwencje. Lecz po latach kiedy jestem już dorosłym facetem zacząłem wracać do wielu tych książek, wiele z tych pozycji jest teraz moimi ulubionymi książkami.
Blaack
23.11.2016 11:25:35
O  IP: 31.0.127.223
@Piccol to nie chodzi o to że Pięćdziesiąt twarzy Greya go zainspirowało tylko podał tego przykład o co mu chodziło. Takich filmów jest więcej a takich rzeczy na świecie mnóstwo. Gość szanowany i lubiany ma jakieś swoje demony które uwalnia w domu gdy nikt nie patrzy.
@coil jak dorośniesz to nie olejesz tego ciepłym moczem. Dobrze napisał @krzymo. W szkole wciskają rzeczy których dzieciaki często nie maja prawa nawet zrozumieć póki nie nabiorą lat.
krzymo
23.11.2016 10:39:47
O  IP: 88.156.5.212
"...Romeo i Julia - rany, to się już w szkole olewa ciepłym moczem..."

Myślę, że nie "już", a "jeszcze". Do takich rzeczy się dorasta. Wiele jest takich przymusowych lektur, do których nijak nie można się odnieść mając naście lat, a z wiekiem człek zaczyna kumać, o co chodzi.
coil
23.11.2016 09:28:33
O  IP: 31.175.220.126
Podoba mi się w jego wypowiedziach, że choć ma proste inspiracje (Mit o Atlasie, Romeo i Julia - rany, to się już w szkole olewa ciepłym moczem), to refleksje wyciąga z nich głębsze.
Podoba mi się też jego spojrzenie na sławę (w sensie z perspektywy osoby sławnej) - facet mocno stąpa po ziemi.
Piccol
23.11.2016 08:19:09
O  IP: 37.47.28.31
Albo ze jednym z filmów który zainspirował go do napisania tekstu było Pięćdziesiąt Twarzy Greya... Jezu! James! :D
Imperius
22.11.2016 22:31:26
O  IP: 86.147.201.201
" Pomysł na ten utwór zrodził się trochę z chęci napisania o relacji między dwojgiem ludzi, takie współczesne Romeo i Julia. " - Przyznam się, że w życiu bym się tego po Jamesie nie spodziewał. :)
OVERKILL.pl © 2000 - 2017
KOD: Marcin Nowak