W
I
Ę
C
E
J

«

N
E
W
S
Ó
W
James Hetfield - Master of Lyrics listopadowy wywiad dla "So What!" cz. II
dodane 04.12.2017 01:03:11 przez: Elvis-Król
wyświetleń: 680
Aby przedłużyć świętowanie wydania boksu „Obey Your Remaster”, zapraszamy do przeczytania drugiej i ostatniej części listopadowego wywiadu, przeprowadzonego na potrzeby „So What!”. Pytającym był tradycyjnie Steffan Chirazi, a odpowiadał James Hetfield. Serdecznie zapraszamy do lektury.

- > ZOBACZ CZĘŚĆ PIERWSZĄ < -



Bardzo interesujące jest to, że każdy tekst lub tytuł ma bezpośrednią korelację z dzisiejszymi czasami. Być może to jest właśnie jeden z powodów, dlaczego teksty z ”MoP” pozostają żywe. Porozmawiajmy teraz o „Leper Messiah”. Ten tekst, jak rozumiem, jest konsekwencją oglądania programów, które prowadził Jimmy Swaggart, dobrze wnioskuję?

Nie jestem pewien, czy chodziło konkretnie o niego. Chyba o każdego, kto pojawiał się w telewizji w tamtym czasie, a było ich sporo. To były czasy teleewangelizmu i płacenia za to twoimi pieniędzmi. Wiesz, takie schody do nieba. „Jeśli masz pieniądze, które możesz tu zostawić, to ja się upewnię, że się do tego nieba dostaniesz, ponieważ ty, z różnych powodów, nie jesteś tak blisko Boga, jak ja”.

Tak się rodzi obrzydzenie, nienawiść, wstręt...

Nie tyle nienawiść. Wiesz, „Jak ten facet może to robić?”. Rozumiem, że jeśli wierzysz w coś tak mocno, jesteś wyjątkowy lub masz połączenie, którego nie zna nikt inny. Może tak jest? Rozumiem to, ale dla mnie zbudowanie tego swojego imperium nie ma nic wspólnego z Chrystusem i duchowością.



„Sanitarium” wydaje się mieć wersy, które mocno przystają do dzisiejszej rzeczywistości: „Zabijać – to takie przyjazne słowo, i chyba jedyna droga do odzyskania wolności”. Mam na myśli to, że to dość dotkliwy fragment.

Ups!

Znowu wydaje się, że te wersy są napędzane wewnętrznym niepokojem, gdy patrzy się na nie, no wiesz, jak na słowa osób psychicznie chorych. Powiedz coś o warstwie lirycznej. Skąd się wzięła i może w jakiś sposób ten tekst rezonuje do dziś.

Racja. To ogromny strach przed byciem naznaczonym jako osoba obłąkana.

To strach, który odczuwałeś?

Tak. Życie było dość popieprzone. Po ukończeniu szkoły średniej, mam na myśli, że wcześniej wydarzyło się tak dużo. Po prostu myślałem, że to wszystko jest częścią mojego życia. Nie wiedziałem, że są sprawy, nad którymi muszę popracować i przejść przez nie, dopóki nie wydarzy się coś wielkiego w moim życiu. Jakbyś uderzył o dno. O jejku... Niech sobie przypomnę... Byłem wtedy z dziewczyną, wydaje mi się, że nie była na serio moją dziewczyną, ale wkrótce zbliżyliśmy się do siebie. Mieliśmy przyjaciółkę, która próbowała się zabić. I odwiedziliśmy ją w szpitalu... i wiesz, „Kurczę, naprawdę próbowałaś to zrobić? Co się dzieje?”. Pamiętam, że byliśmy w tym szpitalu z naszym przyjacielem i musieliśmy zjechać z szóstego piętra na dół, i gdzieś przy czwartym piętrem on powiedział: „Hej, zatrzymajmy się na czwartym piętrze!”. „Po co? Przecież tam są wszyscy wariaci, wszyscy obłąkani”. I powtarzałem: „Nie, nie, nie, nie, nie! Nie, nie wciskaj guzika! Nie rób tego!”. Byłem całkowicie sparaliżowany. Nie chciałem iść na to piętro. Jakoś go przekonałem, żeby tego nie robił i zjechaliśmy na dół. Myślę, że po prostu bałem się tego, że gdybym miał pójść po pomoc, ktoś by powiedział: „Tak, jesteś szalony. Mamy dla ciebie ładną, małą miejscówkę”. Oglądając „Lot nad kukułczym gniazdem”, który to film był dużą częścią utworu, wiesz, odstawiają cię w to miejsce. Nie jesteś naprawdę szalony, ale wtrącono cię tam. Potem nagle łykasz prochy w stylu Thorazine, kręcisz się w kółko i słyszysz: „To jeden z nas, to jeden z nas”. I nie możesz się stamtąd wydostać.

I faktycznie jest to jedna z najbardziej przygnębiających scen, jakie można zobaczyć w takich filmach, i w końcu zdajesz sobie sprawę, że go urobili (McMurphy, postać grana przez Nicholsona), w końcu go, kurwa, uszkodzili.

Tak, scena z lobotomią jest brutalna.

Absolutnie miażdżąca. Ale teraz gracie ten utwór, śpiewasz ten tekst. Jesteś...

Czy nadal jesteś obłąkany?!!! „...(w domu wariatów)”? Nie wiem. Granie czegokolwiek z wczesnych dni przypomina mi na pewno Cliffa (żywego). Był prawdopodobnie najbardziej szaloną osobą, jaką znałem. I mówię to, ponieważ uważam, że twardo stąpał po ziemi, był tak pewny siebie i tak silny w swoich przekonaniach, jak sądzę, miał swój moralny kompas, czy coś takiego. Po prostu silna osobowość i miło było przy nim być.

Podpatrywałeś go czasami, by uzyskać może trochę stabilności?

Zdecydowanie, absolutnie tak.

Czy zapytałbyś Cliffa: „Hej, stary, coś się dzieje. Czy możesz mi pomóc z tego wyjść?” A może po prostu zobaczyłby, co się dzieje i powiedziałby: „Luzik, stary, dasz radę”.

Do tego poziomu nie doszliśmy. Spędzaliśmy razem czas. To on wychodził z propozycją pomocy. I pamiętam, kiedy go wkurzyłem. Nie spodobało mi się to. Zaraz potem zapytałem: „Oj, chwileczkę, jesteśmy przyjaciółmi, prawda?”.

Dlaczego? Co takiego zrobił?

Pamiętam tylko ten raz. To chyba było w czasie prac nad MoP. Graliśmy w piłkarzyki. Złapałem kij po jego stronie i dźgnąłem go nim w krocze. Mówił: ”Pierdol się, stary!” Zdziwiłem się: „Hej, poczekaj, zawsze mówisz to innym ludziom, nie mi”.



Ja już słyszę jak on to mówi: „Pierdol się”.

„Pierdol się, człowieku”. Tak, zajęło to może kilka dni, zanim załatwiliśmy sprawę.



Być może zabrało ci to tyle czasu, bo pomyślałeś: „Cholera, on jest na mnie zły”. Wróćmy do pierwszego utworu na MoP. „Battery” jest dla mnie jednym z ostatnich młodzieńczych tematów. Bardzo prosto o Battery Street i tamtejszej publice. Ten tekst nie jest mroczny. Wydaje się, że jest to jeden z ostatnich napisanych tekstów, które nie miały...

... nie miały w sobie ciemności. To było święto koncertowania. „Damage Inc.” to ta sama półka. Oba były pisane w tym samym miejscu i czasie. Nie wiem, dlaczego [w tytule] jest tylko jedno słowo: „Battery”. Utkwiło mi ono w głowie. Jest potężne i mocne. Nie miałem pojęcia, że niektóre z tych słów, tekstów i tytułów utworów mają inne znaczenie na całym świecie po przetłumaczeniu ich. Są takie miejsca na świecie, gdzie „Battery” oznacza „perkusista”. Nie o to mi chodziło, ale ma to sens, bo numer jest szybki. Battery Street to miejsce, w którym odbywały się Metalowe Poniedziałki. To była metalowa scena San Francisco.



Myślę, że powinniśmy zahaczyć o „The Thing That Should Not Be”.

Powinniśmy dotknąć “rzeczy, której nie powinno być”? Hmmmm. Oczywiście utwór jest związany z Cliffem i Lovecraftem. Kolejna postać mitologii Cthulhu, użyta w opowiadaniu Lovecrafta. To po prostu kolejna część jego opowiadań. Utwór jest o tym, czego lepiej nie nazywać i o wszystkich różnych postaciach, które wyobrażał sobie Lovecraft, że są one tutaj na Ziemi.

Jeszcze muszę cię zapytać, patrząc teraz na ten utwór, jest mroczny. Myślisz, że to kolejny kawałek wydobywający się z podświadomości, coś nieistniejącego?

Cóż, tekstowo napisany jest tak, jakbyś bardzo bał się czegoś, z czym nie możesz się zmierzyć. Zmierz się z tym, czego nie powinno być. Wszyscy mamy w życiu coś takiego, czymkolwiek to jest. To może być całe twoje życie. To zmienia się wraz z tobą, gdy stajesz się starszy. Zawsze jest coś, z czym nie chcesz zmierzyć, więc tak możesz czytać ten fragment. Ale nie chodzi tu o mój „strach przed klaunami” albo coś takiego. (Jako, że nigdy nie widziałem Jamesa, który bałby się klaunów, potraktujcie to jako figurę retoryczną – dop. Steffen).



Przy „Orion” oczywiście nie będziemy rozmawiać o tekstach, ponieważ ich nie ma, ale Cliff przemówił, prawda? Czy kiedykolwiek spojrzałeś na ten numer jako autor tekstów i pomyślałeś: „To przemawiający Cliff?”. Czy był kiedykolwiek moment, w którym w „Orion” mógł znaleźć się tekst?

Nie sądzę. Nie sądzę, że kiedykolwiek istniała myśl, że tam miałby się pojawić tekst. Mogę powiedzieć, że gdy jammowaliśmy, wytworzyło się takie wrażenie, że słowa nie wyniosą tego utworu na wyższy poziom. Pozwólmy przemówić muzyce. Niezależnie, czy chodzi o pogłębienie brzmienia, czy też same riffy są tak wyraziste, że nie chcesz ich niczym przykrywać. Zdecydowanie mogę powiedzieć: „Hej, należy ten numer zostawić instrumentalnym”. I wszystkie te, które stworzyliśmy... „Ktulu”, „Orion”, „To Live...”, “Redemption” po prostu nie potrzebują słów.

Więc znów patrzymy na ten album. Kiedy patrzysz na to dzieło, dla nas jest bardzo nostalgiczne, ale ma bardzo aktualny smak. Nadal utrzymuje się w tobie takie uczucie, prawda? Czy „MoP” jest albumem, który Metallica mogłaby nagrać w zeszłym roku? Czy jest może wyłącznie nagraniem, które miało swój odpowiedni czas?

Jedno i drugie. Naprawdę są dwie strony. Biorąc pod uwagę to, w jaki sposób brzmi „Hardwired...” i w jaki sposób go czujemy. Moglibyśmy siedzieć wspólnie i ktoś na spotkaniu by powiedział: „Hardwired powinien się pojawić między Puppets a Justice, tam właśnie powinno być jego miejsce”. No spoko. Ale wiesz, powiedziałbym, że to komplement. To oznacza, że wciąż mamy swoje brzmienie, nadal mamy korzenie, ale zarazem brzmi to nowocześnie i świeżo.



fragment tekstu „Welcome Home (Sanitarium)" w przekładzie Katarzyny Tatarczuch i Marioli Łapki. „Metallica. Teksty/Przekłady”, wyd. Rock-Serwis, Kraków 1996.



KONIEC


Źródło: "SO WHAT!"

Tłumaczenie i opracowanie: Marios

Opublikował: Elvis-Król

Waszym zdaniem
komentarzy: 2
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
a7xsz
04.12.2017 10:32:09
O  IP: 212.160.172.71
*Wtedy, wówczas, sami podjęli decyzję, że nie było DM, a pojawił się BA.
a7xsz
04.12.2017 10:07:50
O  IP: 212.160.172.71
Moim zdaniem, pytania typu:

Czy „MoP” jest albumem, który Metallica mogłaby nagrać w zeszłym roku?

są tak samo głupie, jak to, jak się czują z powodu śmierci Cliffa, która wydarzyła się 31 lat temu.

Przecież wiadomo, że wszystko ma swoje miejsce, czas, okoliczności. Gdyby BA ukazał się dziś, nie byłby tym, czym był w 1991.
I to się tyczy każdego albumu. KAŻDEGO.
STA też miał swój czas - ze względu na okoliczności.

DM też nie pasuje między AJFA a BA, bo jest po prostu między STA a HtSD.
Wtedy, wówczas, sami podjęli decyzję, że nie było HtSD, a pojawił się BA.

Moje zdanie.

Na szczęściem, HET zachowuje klasę,

wciąż mamy swoje brzmienie, nadal mamy korzenie, ale zarazem brzmi to nowocześnie i świeżo.

HtSD brzmi nowocześnie, świeżo a jednocześnie jak stara dobra Meta.
To świetny album.
OVERKILL.pl © 2000 - 2017
KOD: Marcin Nowak