W
I
Ę
C
E
J

«

N
E
W
S
Ó
W
James Hetfield - Master of Lyrics listopadowy wywiad dla "So What!" cz. I
dodane 01.12.2017 00:01:04 przez: Elvis-Król
wyświetleń: 1210
Aby przedłużyć świętowanie wydania boksu „Obey Your Remaster”, zapraszamy do przeczytania listopadowego wywiadu, przeprowadzonego na potrzeby „So What!”. Pytającym był tradycyjnie Steffan Chirazi, a odpowiadał James Hetfield. Serdecznie zapraszamy do lektury części pierwszej. Część druga wkrótce.



Steffan Chirazi: Gdy został wydany „Master of Puppets”, James Hetfield był beztroskim, szalonym i głośnym młodym człowiekiem. Gaz do dechy? O tak. Tak bym to określił. Znałem go wówczas z naszych wywiadów, gdy byłem reporterem „Sounds”. Brałem udział w niektórych sesjach miksowania „MoP”. Jak każdy fanatyk metalu w tamtych czasach, gdy chłonąłem thrashowe dźwięki „Disposable Heroes” i „Sanitarium” brałem wszystko jeden do jednego. Większość tekstu na „MoP” to wściekłość. Słowa są tam dostarczane z wściekłością i wyraźną intencją, by mocno i celnie wyeksponować prawdę.

Zrozumienie tego, że w tekstach Hetfielda dzieje się coś bardzo ważnego, nie zajęło mi więc wiele czasu. Rzeczywiście w miarę upływu lat, jego ręka stała się wyraźniejsza w tym względzie. Zauważyłem, że słucham wcześniejszych albumów ze świeżym spojrzeniem na słowa napisane wtedy i zacząłem się zastanawiać nad tym, co James Hetfield a.d. 2017 powie na temat Jamesa Hetfielda z sezonu 1985/86, nie wspominając już o tym, co powie na temat tekstów tamtej epoki. Moim zdaniem jest znakomitym autorem tekstów. James jest obdarzony niezwykle rzadkimi umiejętnościami, by opowiadać z niezachwianą uczciwością i jednocześnie trafiać do milionów.

Byłem zachwycony, gdy zgodził się usiąść do „So What!” i zaangażować się w pełną rewizję czasów ”MoP” odnosząc się zarówno do osoby, jak i autora tekstów.



Steffan Chirazi: Pozwól, że zacznę od prośby, byś wcielił się w siebie trzecioosobowo. Jak dzisiejszy James opisze Jamesa z 1985 roku? Zanim usiadłeś i zacząłeś pisać tę płytę, gdzie była twoja głowa? Jaką osobą jesteś w ‘85?

James Hetfield: Hmmm. Powiedziałbym, że super niepewną i trochę... nie... i bardzo zamkniętą. Bardzo się upijam, wiesz, znikam. Dobrze się bawię przez cały czas. Nie wiem. Sądzę, że żyłem myśląc tylko o teraz. Ale tak wcale nie było. „Nie dbam o jutro” nie oznacza, że żyjesz. Taki właśnie byłem.

Jakie wydarzenia ze świata pamiętasz? Jakie wpadły ci w oko w tamtym czasie? Czytałeś? Oglądałeś wiadomości? Wieści wędrowały wtedy wolniej. Odnosiłeś się do kultury? Jakieś książki przyciągały twoją uwagę?

Wszystko było związane chyba z telewizją. Nie czytałem gazet, to szaleństwo! Naprawdę nie czytałem książek. Słuchałem dużo muzyki. Słuchałem dużo muzyki i wydaje mi się, że przez większość czasu telewizor był włączony. Nie było tak, że świadomie śledziłem wiadomości. Działało to na zasadzie potrzeby hałasu w tle, aby zagłuszyć myśli. Dopiero wtedy zasypiałem i bodźce do uszu nie docierały.

Jedną z rzeczy, które zauważyłem, jest ta, że na Ride the Lightning po raz pierwszy odważyłeś się ściągnąć zasłonę z tych miejsc, których starałeś się nie ruszać. Przy „MoP” zacząłeś je eksponować nawet mocniej. Czy to świadoma odwaga?

Nie było to wcale takie świadome. Myślę, że było to bardziej na zasadzie: „Jakim jesteś tekściarzem? Czy jesteś facetem, który pisze o doświadczeniach?” Wiesz, wychodzi, doświadcza i zapisuje przeżycia? Czy raczej kimś, kto wyrusza na pustelnię, by skoncentrować się na pisaniu książki? Tak nie jest. Wchodzę wewnątrz. Nie wychodzę na zewnątrz. To była dobra decyzja. Czy zamierzasz pisać tylko o heavy metal fantasy? Chcesz być Dio, Judas Priest, czy kimś takim? A może zamierzasz czerpać z wnętrza? To bardziej punkowe podejście, zaczerpnięte od zespołów, które nam się podobały w tamtym czasie. Oni opisywali raczej to, co czuli. GBH, Discharge. Trochę bardziej polityczne, trochę bardziej humorystyczne, ale prawdziwe, wiesz? Styl „życia ulicy” i takie tam. Ale tak, Discharge był prawdopodobnie bardziej polityczny. To ciekawe, bo kiedy siadałem z Larsem, rozmawialiśmy o różnych rzeczach, ponieważ wydawało się nam, że wierzyliśmy w podobne rzeczy, gdy byliśmy młodsi. Gdy się starzejemy, rozwijamy własne style, poszerzamy własne ścieżki. Jesteśmy gąbkami wchłaniającymi to, co nas otacza i rozchodzi się to o wiele dalej. Przynajmniej politycznie. A może chodzi o styl życia? Wtedy [1985/86] trochę łatwiej było usiąść i porozmawiać: „Oto, o czym piszę. Co o tym myślisz?”



A więc było więcej dyskusji między wami. Wracając do Carlson Boulverd ’85, myśleliście: „Hej, czas tworzyć nowy materiał”. Chodzi mi o to, że on [Lars] może nie był zaangażowany w część liryczną, ale prowadziłeś z nim rozmowy na temat tekstów utworów, zbierałeś od Larsa dużo więcej sugestii? O to chodzi?

Pewnie. Każdy z nas po prostu wrzucał coś w rodzaju: „Hej, to byłby fajny tytuł piosenki”, „O tak, to jest to!” Pojawiło się ich osiem i OK., mamy wystarczająco dużo, żeby nagrać album. Zróbmy to teraz! Sądzę, że metoda pracy była trochę bardziej „otwarta”, ponieważ było trochę więcej oglądania się na siebie. To było wchodzenie w cudze buty i porównywanie doświadczeń. To taki „Ride the Lightning”, tylko poziom wyżej. “Kill’Em All” tekstowo był naprawdę prymitywny i nastoletni. Co robisz wtedy w życiu? Nudzisz się, lubisz muzykę, chcesz po prostu rozpierdolu i tego typu rzeczy. Przy ”RtL” trochę się to zmieniło: „Łał, kara śmierci? Oooch, co o tym sądzisz?!” To całkowita ewolucja, odkrycie. „Co to znaczy w wieku dwudziestu lat mieć opinię na temat śmierci?”.

Czy były chwile w czasie gdy przymierzałeś się do ”MoP”, że miałeś pomysł i być może nie chciałeś się nim podzielić, i nagle to wypłynęło i np. Lars (wyobrażam sobie, że prawdopodobnie Cliff też był częścią tego), stwierdził: „Tak. Stary, powinieneś to wykorzystać”. Czy szukałeś zachęty do realizowania pomysłów?

Nie sądzę, żeby istniała jakaś z góry wyrobiona opinia na temat tego, co powie kumpel z zespołu. To było po prostu: „To moje pomysły, na temat których piszę”. A oni odpowiadali: „O, fajnie!”.

Czy były głosy: „To jest do niczego”? Czy był temat, o którym chciałeś napisać, a który jakoś „nie bardzo się nadawał”?

Nie bardzo. Znaliśmy się naprawdę dobrze. Byliśmy bardzo do siebie podobni. Gdy się starzejesz, otrzymujesz różne wskazówki od różnych ludzi i idziesz dalej.

To interesująca propozycja, ponieważ oczywiście wielka firma menedżerska pojawiła się wcześniej, w pobliżu ”RtL”. Nagle pojawia się duży menedżment i gość z działu wyszukiwania talentów. Czy próbowali pukać w drzwi i wchodzić w proces tworzenia?

Cóż. Kiedy połączyliśmy się z Q Prime, oni już to wiedzieli. Dosłownie mówili tak: „Podpisujemy z wami umowę, ponieważ wiemy, że nie chcecie, abyśmy was [muzycznie] prowadzili”. I to była przesłanka. „Macie coś w sobie, widzimy to w was. Nie będziemy wam wchodzić w drogę, będziemy wspierać i wam pomagać”. Dodatkowo znali kogoś z Elektra Records, kto naprawdę lubił ”RtL”. Menedżmentowi najbardziej podobała się Elektra, bo tam nie mieli zamiaru ci mówić, co masz robić. Nie zamierzali siedzieć, pisać planu i tobą kierować. „Wiecie, ten utwór jest dobry, a ten jest do bani, spróbujcie z tym”. Nie mogłem sobie wyobrazić, że jestem artystą, i że tak mogłoby się dziać.



Nie wiem, czy to nie będzie nadmierny wysiłek dla pamięci, ale czy pamiętasz pierwsze teksty napisane na ”MoP”, które miały na ciebie wpływ?

Tekst do „Master of Puppets” z pewnością. Miałem wielkie wizje tego, czym będzie okładka albumu, a potem okazało się, że to, co narysowałem wygląda naprawdę fajnie. Potem ktoś to przerysował i zrobił z niej okładkę. I było: „Chwileczkę, te krzyże? Przecież tam nikt nie może być pochowany. Chyba, że niemowlęta. Krzyże są zbyt blisko siebie!”. Ale to nie miało znaczenia. Tekst do „Master of Puppets” był tym tekstem, gdzie mieliśmy do czynienia z pewnego rodzaju wprowadzaniem w świat uzależnienia. Gdy dorastaliśmy w San Francisco, dużo się działo. Pamiętam, jak chodziłem na imprezy po powrocie z trasy ”RtL”, i na tych imprach po raz pierwszy zobaczyłem jak ktoś strzela krechę. Zareagowałem: „Cholera! To już nie jest opróżnianie beczek piwa z czasów liceum. To już następny poziom. I w ogóle czyj to dom? Kto pozwala u siebie na coś takiego? To prawdopodobnie ich dom, OK.”. To było przerażające. Dosłownie się wystraszyłem: „Spierdalam stąd. Nie chcę, by ktoś mnie tu trzymał!”. Fraza „poporcjuj śniadanie na lustrze” była o czymś, co bezpośrednio widziałem. Wtedy w Carlson, Lars i ja mieszkaliśmy w jednym pokoju. Nie mogłem spać. Miałem ataki lęku, więc o dobrym śnie nie było mowy. Przez cały czas przysypiałem na kanapie oglądając telewizję lub grałem na gitarze i zasypiałem. A nasz przyjaciel [Rich Burch – dop. Marios] wpadał do nas przed pracą i robił sobie „białe” śniadanie, czy tego typu rzeczy.

Robił to?

Tak, ja nie.

Chcę to tylko bardzo wyraźnie wyjaśnić.

Jasne. Więc, gdy się budziłem, widziałem go i było: „Mój Boże, dopiero co wstałem. Co robisz?” On: „Szykuję się do pracy”. ”Wporządku!”.

Kurczę! To szaleństwo! Czy są jakieś teksty, które czytane dzisiaj wydają się mieć inne znaczenie? Mają kolejną warstwę? Przytoczę fragment, który wg mnie jest interesujący: „Koniec namiętnej gry, która rozsypuje się w proch. Jestem źródłem twej samo destrukcji. Żyły pompują trwogę, ssą najczystszą ciemność. Pełzną po szkielecie twej śmierci”. Czy masz teraz inne interpretacje tych słów, gdy śpiewasz, czy cały czas wracasz do pierwotnych założeń tekstu?

Cóż. Niektóre teksty są bardziej objaśniające lub bardziej plastyczne. Wstrzykiwanie narkotyku w żyłę, „ssanie najczystszej ciemności”, wpuszczasz coś, co nie jest normalnym kolorem krwi. Władca marionetek jest wszędzie, łatwo go zobaczyć - przynajmniej u siebie. Widzę manipulację w każdym miejscu. Manipulacja to również błędnie pojmowane obsesje, błędnie pojmowana duchowość. Ktoś zmierza do czegoś, ale nie jest świadomy, że idzie nieodpowiednią ścieżką. Albo ktoś jest manipulowany i nie ma o tym pojęcia. Manipulacja zawsze była zjawiskiem, z którym radziłem sobie zawsze w przeszłości. Spójrzmy na rodziców, wiesz. Niezależnie, czy dorastając obierasz własną drogę, czy: „Moi rodzice mnie prowadzą i tak właśnie postępują Hetfieldowie”. „Tylko nie wolno ci robić tego, tego też, ani tamtego!”. Prawdopodobnie dlatego odczuwam wszędzie manipulację, której się obawiam. Jest we mnie cynik, który zawsze myśli, że ktoś ma motyw, ma plan [by mnie oszukać]. Czasami okazuje się, że jest to prawdą, ale też wiele razy tak nie jest. Ale to we mnie siedzi. Strach przed byciem manipulowanym to wydźwięk całego utworu.

Biorąc pod uwagę fakt, że siła tych tekstów nadal na ciebie działa, czy uważasz, że te uczucia pomagają ci wyśpiewywać owe teksty z takim samym zaangażowaniem i mocą, z jaką zawsze je śpiewałeś? Czy „żyjesz” tym utworem każdego wieczoru, gdy śpiewasz, ponieważ emocje są tak samo rzeczywiste i wciąż obecne?

Jasne. Uważam, że temat jest bardzo ponadczasowy. „Master of Puppets”? Chodzi mi o to, że tym władcą mógłbym być ja! Jestem tam, manipuluję tłumem, lub vice versa – tłum manipuluje mną, czy coś w ten deseń. Nie wiesz jaka część czyjegoś życia jest marionetkowa. Ale tak, myślę, że teksty tego rodzaju mogą być aktualne w nieskończoność. Jeśli tylko nie mówisz o jakimś konkretnym wydarzeniu, lub o czymś, co je unieważnia na jakiś czas. Miejmy nadzieję, że byłem naprawdę nieugięty i to pozwoliło mi stworzyć ponadczasowy tekst, który każdy może utożsamiać w sobie.

W rzeczy samej. W tym kontekście popatrzmy na „Disposable Heroes”. Uważam, że gdy jesteśmy młodzi, łatwiej jest się na wszystko złościć i „pieprzyć system”. „Disposable Heroes” to bardzo polityczny utwór, prawda? Chodzi mi o to, że jeśli ujawniłbyś go dzisiaj, to biorąc pod uwagę szybkość rozprzestrzeniania przekazów medialnych, byłbyś podstawiony pod ścianą przez jednych za to, przez drugich, za co innego. Porozmawiajmy o motywacji, która za tym stoi.

Oglądaliśmy w telewizji program o futbolistach. O nich właśnie chodziło. Goście przez pierwsze dziesięć lat robią to całkiem nieźle, a potem: „Po prostu musisz tam wrócić. Użyjemy trochę tego, weźmiesz pigułkę. Naprawimy cię i wracasz”. A po kilku latach, gdzie oni są teraz? „Jednorazowi bohaterowie” sportu, gdzie mamy: „Jeśli nie chcesz tego zrobić, mamy w kolejce następnego gościa, który z pewnością to zrobi”. Więc starasz się jak najlepiej, bez względu na to, czy chodzi o sterydy, czy o jakieś środki odurzające, które przyjmujesz, by zrobić to lepiej. Więc ci „jednorazowi bohaterowie” przekształcili się w młode wojsko. Chodzi mi o to, że jeśli jesteś naprawdę młody i nie wiesz, co chcesz w życiu robić, możesz robić właśnie „to”. Ale tak naprawdę nie wiesz. Naprawdę nie znasz głębi tego wszystkiego. Teraz może tak, ale przynajmniej ja w młodym wieku, nie wiedziałbym co jest za kulisami tego wszystkiego.

Tak. Zawsze myślałem o tym stanowczo. Interesujące jest to, że najbardziej motywują się sportowcy.

Cóż. Chodzi mi o każdą osobę, która postrzegana jest jako jednorazowa. Społeczeństwo dzisiejszych czasów jest cholernie jednorazowe. Wszystko, co kupujesz, nie może być naprawione, powinno zostać wyrzucone. Jest tak tanie, że po prostu kupujesz następne.



fragment tekstu „Master of Puppets” w przekładzie Tomasza Szmajtera, „Metallica. Antologia tekstów i przekładów”, wyd. In Rock, Poznań 2004



CIĄG DALSZY NASTĄPIŁ


Źródło: "SO WHAT!"

Tłumaczenie i opracowanie: Marios

Opublikował: Elvis-Król

Waszym zdaniem
komentarzy: 2
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
a7xsz
01.12.2017 08:02:56
O  IP: 89.69.102.79
Dzięki za tłumaczenie.
Bardzo ciekawy tekst :) Podobało mi się szczególnie o MoP; kwestia manipulacji i o Disposable.

Moim zdaniem jest znakomitym autorem tekstów. James jest obdarzony niezwykle rzadkimi umiejętnościami, by opowiadać z niezachwianą uczciwością i jednocześnie trafiać do milionów.


Nie można się nie zgodzić :)
Marios
01.12.2017 00:50:33
O  IP: 178.235.43.210
Elvis, Nie wiem, czy to twój edytor tekstu, czy coś innego, ale zdecydowanie winno być "poporcjuj śniadanie na lustrze".

Już poprawione, dzięki za zwrócenie uwagi! Elvis-Król ;)
OVERKILL.pl © 2000 - 2017
KOD: Marcin Nowak