W
I
Ę
C
E
J

«

N
E
W
S
Ó
W
Czarny Album Metalliki: 10 rzeczy, których mogliście o nim nie wiedzieć.
dodane 03.01.2017 13:16:10 przez: Kubus-87
wyświetleń: 2245
Na stronie rollingstone.com ukazał się ciekawy artykuł o piątym albumie Metalliki. Tłumaczenie podesłał paddy
Zapraszamy do lektury.

Czarny Album Metalliki: 10 rzeczy, których nie wiedzieliście

Jak śmierć łóżeczkowa, Chris Isaak i wiele innych [rzeczy] wpłynęło na mistrzów metalu zmieniając brzmienie piątego LP.





Potocznie znany jako Czarny Album, samo-zatytułowany piąty album Metalliki wciąż góruje nad nowoczesnym hard-rockowym i metalowym krajobrazem jak gigantyczny monolit. Wydanej 25 lat temu Metallice – która sprzedała się w ponad 650 000 egzemplarzy w pierwszym tygodniu po premierze, a cztery kolejne tygodnie spędziła na szczycie Billboard 200 późnym latem 1991 roku – udało się sprzedać ponad 16 milionów egzemplarzy w samych Stanach Zjednoczonych, co czyni ją najlepiej sprzedającym się albumem w ostatnim ćwierćwieczu. I choć trudno uwierzyć w to, że żyje tam headbanging, który już nie jest wyłącznością albumu, album wciąż wyprzedza większość nowych metalowych wydawnictw pod względem sprzedaży, dochodząc do 5 000 kopii na tydzień.

Pomimo tego (albo może właśnie przez to) jest fenomenalnym sukcesem, Metallica wciąż jest dobrze pogryzioną kością niezgody wśród zagorzałych fanów zespołu, z których wielu uważa, że przyjazne stacjom radiowym hard-rockowe hymny jak „Enter Sandman”, „The Unforgiven” czy „Nothing Else Matters” całkowicie zdradziły thrash metalowe obietnice pierwszych czterech albumów Metalliki. Ale sami członkowie zespołu (wraz z producentem Bobem Rockiem) pozostali w przekonaniu, że bardziej uproszczony kierunek albumu był koniecznym krokiem w muzycznej ewolucji Metalliki. I hej, 16 milionów fanów nie może się mylić, prawda?



Aby uczcić 25-lecie wydania albumu, przedstawiamy kilka mniej znanych faktów o "Metallice".




1. Zespół zaczął pisać krótsze, prostsze utwory częściowo dlatego, ponieważ ich fani wyglądali na zmęczonych podczas ich koncertów.
Choć członkowie Metalliki w dużym stopniu czuli, że ciągnęli koncepcję ich progresywnego thrashu tak daleko jak mogli, wraz z „…And Justice for All” z 1988 roku, to także zdali sobie sprawę, że testowali cierpliwość ich odbiorców koncertowych z epickimi, zawiłymi utworami jak blisko 10-minutowe kawałki na albumie.

„Zgodnie doszliśmy do ogólnego konsensusu, że utwory były cholernie za długie”, powiedział Rolling Stone w 1991 roku gitarzysta prowadzący Kirk Hammett. „Każdy [w tłumie] miałby ten nos na kwintę, a ja pomyślałbym, ‘Cholera, oni nie bawią się tak dobrze jak my’.” Hammett przyznał, że zespół zaczął się nudzić utworami, jak również skomplikowanymi aranżacjami. „Pamiętam jak schodziliśmy ze sceny jednego wieczoru po zagraniu ‘Justice’ i jeden z nas mówił ‘Cholera, to był ostatni raz, kiedy graliśmy tą pieprzoną piosenkę!’”.


2. „Enter Sandman” był pierwszą rzeczą, jaką zespół napisał na album.
Wpadający w ucho, złowrogi i ciężko-grający, „Enter Sandman” doskonale wyraził nowy kierunek Metalliki. Ale zamiast powoli przejść w kierunku nowego podejścia, zespół bez wahania podczas pierwszych sesji pisania Metalliki, sięgnął po proste bluesowo gitarowe linie Hammetta i szybko uderzył w to, co stanie się ich największym hitem.

„’Enter Sandman’ był pierwszą rzeczą, jaką wymyśliliśmy, gdy usiedliśmy do procesu komponowania w lipcu 1990 roku”, wspominał perkusista Lars Ulrich w 2014 roku. „10-minutowa, cholernie progresywna, zmienno-tempowa strona Metalliki zmieniła swój kurs po …And Justice For All. Chcieliśmy usprawnić i uprościć rzeczy. Napisaliśmy utwór przez dzień czy dwa. Wszystkie bity ‘Enter Sandman’ wywodzą się z głównego riffu”.

3. Tekst Jamesa Hetfielda do „Enter Sandman” pierwotnie mówił o śmierci łóżeczkowej.
Choć muzyka była pierwszą rzeczą, jaką zespół skomponował na Metallikę, wokalista i gitarzysta rytmiczny James Hetfield dokończył tekst piosenki znacznie później. Początkowo wyobrażając sobie utwór o tym, jak niemowlę umiera w tajemniczych okolicznościach w swoim łóżeczku, Hetfield został poproszony przez zespół i ich management – poprzez producenta Boba Rocka – o stonowanie tekstu.

„Na początku, w oparciu o muzykę i riff, zespół i ich management pomyślał, że to mógłby być pierwszy singiel”, wspominał w 2011 roku Rock. „Wtedy usłyszeli tekst Jamesa i zdali sobie sprawę, że utwór jest o śmierci łóżeczkowej. To nie mogło tak przejść…”

„Usiadłem z Jamesem i rozmawiałem z nim o jego tekście”, kontynuuje Rock. „Powiedziałem mu, ‘To, co masz jest świetne, ale to może być lepsze. Czy to musi być tak dosłowne?’ Nie to myślałem o tym singlu; po prostu chciałem żeby zrobił świetny utwór. To był proces, jego nauka mówienia tego, co chciał, ale w bardziej poetycki i pewnego rodzaju otwarty sposób. On przerobił kilka tekstów i to było wszystko… pierwszy singiel”.

4. Metallica wybrała Boba Rocka do wyprodukowania płyty, mimo że nie są wielkimi fanami zespołów, z którymi wcześniej pracował.
Decyzja zespołu o zatrudnieniu Boba Rocka do sterowania Metalliką była kontrowersyjną, odkąd kanadyjski producent i inżynier był najbardziej znany w czasie jego pracy w studio z Mötley Crüe, Bon Jovi, Kingdom Come, The Cult czy Loverboy, pięcioma zespołami, z niemal zerowym znamieniem thrashu. Ale członkowie Metalliki byli bardziej zainteresowani sposobem, w jaki stworzył brzmienie tych zespołów, aniżeli muzyką, którą z nim zrobiły.







„Z Bobem chcieliśmy uzyskać dobre połączenie”, powiedział Urlich dziennikarzowi Garry’emu Sharpe-Youngowi w wywiadzie dla Metal: The Definitive Guide z 2007 roku. „Chcieliśmy ten mocny dźwięk na samym końcu, i mam gdzieś to, czy ta piosenka jest na płycie Bon Jovi, płycie Cult czy płycie Metalliki. Brzmienie jest brzmieniem i my tego potrzebowaliśmy”.

5. Czarny Album charakteryzuje pierwszy raz, kiedy Metallica użyła trzech różnych strojeń gitary na tym samym albumie.
Podczas gdy wiele hard-rockowych i metalowych zespołów przez lata wykorzystywało alternatywne strojenia dla osiągnięcia cięższego brzmienia, Metallica w dużej mierze zachowywała strojenie swoich gitar w regulaminowym standardzie E do 1991 roku, jedynym wyjątkiem jest „The Thing That Should Not Be” na Master of Puppets z 1986 roku (na którym gitary zostały opuszczone na pełne dwa i pół tonu) i dwa covery na The $5.98 EP: Garage Days Re-Revisited z 1987 roku, które zespół obniżył o pełny ton. Na Metallice, w 10 z 12 utworów na albumie po raz kolejny wykorzystano standard strojenia E, ale zespół zmiksował je trochę na polecenie Boba Rocka, obniżając gitary do standardu D na „Sad but True” i Eb na „The God That Failed”.

„Zdałem sobie sprawę, że każdy utwór, włącznie z tym jednym, był w tonacji E”, powiedział Bob Rock o „Sad But True”. „Zwróciłem na to uwagę zespołu, a oni powiedzieli, ‘Cóż, E nie jest najniższym tonem?’ Więc powiedziałem im, że na Dr. Feelgood Mötley Crüe, który wyprodukowałem i ukochanej Metallice, zespół był obniżony do D. Metallica wtedy dostrojona została do D, i to wtedy riff stał się potężny. To była ta siła, której po prostu nie mogłeś zatrzymać, choćby nie wiem co”.

6. Album charakteryzuje także to, że po raz pierwszy w historii zespół nagrał swoje elementarne utwory „na żywo” razem w studio.
„Chcieliśmy poczuć się jak na żywo [grając album]”, powiedział Guitar World James Hetfield w 1991 roku. „W przeszłości, Lars i ja konstruowaliśmy partie rytmiczne bez Kirka i Jasona, albo Lars wygrywał je pstrykając sobie. Tym razem chciałem spróbować grać jako jeden zespół w studio. To rozjaśnia rzeczy i dostajesz więcej aury. Każdy był w tym samym pokoju i byliśmy w stanie widzieć się nawzajem. To bardzo pomogło, zwłaszcza trochę z basem i głównym materiałem. To także pomogło w tym, że graliśmy większość utworów przez dwa miesiące, nawet przed wejściem do studia”.

7. Wokale Jamesa Hetfielda na „The Unforgiven” i „Nothing Else Matters” inspirowane były bezpośrednio przez Chrisa Isaaca.
Wielki międzynarodowy hit z końca 1990 i początku 1991 roku, „Wicked Game” Chrisa Isaaca, wpadł także w ucho Jamesa Hetfielda, który poprosił Boba Rocka, aby pomógł mu naśladować nastrojowy wokal piosenkarza na dwóch wolniejszych utworach Metalliki.

„On [Hetfield] powiedział, ‘Bob, ja tak naprawdę nigdy wcześniej nie śpiewałem – ja po prostu jakby wrzeszczałem’”, wspominał Rock w wywiadzie z Chrisem Jericho w 2015 roku. „Włączył mi płytę Chrisa Isaaca i powiedział, ‘Na ‘Nothing Else Matters’ i ‘The Unforgiven’ chcę śpiewać. Jak można śpiewać w ten sposób?’ Powiedziałem, ‘Dam ci świetne brzmienie wokalu, dlatego nie musisz podwajać swoich wokali. To, co słychać w głosie Chrisa Isaaca kiedy śpiewa, to są niuanse – nie jest podwojony. On faktycznie tak śpiewa.’ Ustawiliśmy to tak, żeby był swobodny i miał wspaniały wokal, i wtedy zaśpiewał. Każdego dnia stawał się coraz lepszy, i czuł się z tym dobrze. Stał się wielkim wokalistą”.

8. Trzech z czterech członków zespołu było w trakcie rozwodów w czasie tworzenia albumu.
Mroczna i bluesowa atmosfera Metalliki nie była tylko wynikiem nowych wyborów muzycznych zespołu. Lars Ulrich, Kirk Hammett i basista Jason Newsted, wszyscy śpiewali bluesa również w życiu osobistym.

„Lars, Jason i ja byliśmy w trakcie rozwodów”, powiedział Hammett Playboyowi w 2001 roku. „Byłem emocjonalnym wrakiem. Starałem się wziąć na siebie to poczucie winy i porażki i przenieść je do muzyki, aby mieć z tego coś pozytywnego. Jason i Lars też to przechodzili, i myślę, że to ma wiele wspólnego z tym, dlaczego Czarny Album brzmi w taki a nie inny sposób”.

9. Kirk Hammett pojawia się w teledysku do „Nothing Else Matters” – ale w rzeczywistości nie grał na ścieżce dźwiękowej.
Oryginalnie napisany przez Jamesa Hetfielda jako pieśń miłości do jego ówczesnej dziewczyny – i oparty na linii muzycznej, którą odkrył podczas roztargnionego pociągania za struny swojej gitary, w trakcie jednej z ich rozmów telefonicznych – „Nothing Else Matters” był ogromnym odstępstwem dla Metalliki. Po usłyszeniu surowej wersji, którą Hetfield nagrał sobie na taśmie magnetofonowej, Ulrich przekonał go, że zespół powinien nagrać piosenkę na Metallikę; wtedy Hetfield sam nagrał akustyczne intro i bluesową gitarę, co czyni go jednym z niewielu utworów Metalliki, na którym nie zagrał Kirk Hammett.

„Musiałem uczyć się na nowo tej całej części intro, żeby zagrać je samemu na scenie”, wspominał Hammett w 2012 roku, „które było dla mnie trochę skomplikowane w tym momencie, [ponieważ] nigdy nie mieliśmy piosenki, która by się rozpoczynała w ten sposób”.







10. James Hetfield obawiał się, że „Nothing Else Matters” mogłaby spowodować u fanów Metalliki „wymioty”.
W dniu 3 sierpnia 1991 roku, Metallica zrobiła bezprecedensowy krok, debiutując swoim nowym albumem przez zorganizowanie wolnego odsłuchu w Madison Square Garden. („Nasz album zagrał Garden, jeszcze zanim my to zrobiliśmy”, żartował później Lars.) Z wyjątkiem „Enter Sandman”, który był wydany cztery dni wcześniej, 10 000 uczestniczących fanów po raz pierwszy w historii wysłuchało muzykę z Metalliki – a James Hetfield był szczególnie zaniepokojony tym jak zareagują na „Nothing Else Matters”.

„Po prostu czekałem aż przyjdzie kolej na ‘Nothing Else Matters’,” powiedział Hetfield autorowi Metallica Unbound, K.J. Doughtonowi w 1992 roku. „Wiesz, żeby sprawdzić, czy ci ludzie po prostu będą patrzeć na siebie i wymiotować! [śmiech] Zastanawiałem się ile wzajemnej presji ludzie wytrzymają, ludzie chcieli pytać, ‘Podoba ci się to?’ ‘Nie mam pojęcia – a tobie się to podoba?’”. Na szczęście dla Hetfielda piosenka została dobrze odebrana. „Ludzie byli całkiem pozytywnie nastawieni do tego”, wspomniał, „co było dość niesamowite”.





Źródło : rollingstone.com

Zdjęcia : Mick Hutson & Dave Benett /Redferns/Getty

Tłumaczenie : paddy

Waszym zdaniem
komentarzy: 41
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
edzio117
09.01.2017 16:38:51
O  IP: 193.105.24.61
11. Pierwszy gówniany album mety :(
Elvis-Król
08.01.2017 18:44:29
O  IP: 82.145.221.242
Krystynę Scabbie akurat odkrył dawny Rudy gitarzysta Metalliki nagrywając z nią drugą swoją Megadethową wersję NEM ;)

Kto wie, może jeżeli doczekamy kolejnego albumu to James uraczy nas głosem płci piękniejszej. I wcale bym nie był zdziwiony gdyby to była wokalistka zespołu Heart, gdzie James się ostatnio udzielił.
Jason Newsted
08.01.2017 13:39:25
O  IP: 185.12.21.51
Doro jak najbardziej, można by też pomyśleć o Sandrze Nasic, Anette Olzon, Cristinie Scabii, Alanis Morisette, Tarji Turunen, czy też Marie Fredriksen. Poza współpracą z Marianne Faithfull obszar wspólnego śpiewania z kobietami jest dla Metalliki nieodkryty, więc może poraz na to :)
outlaw
08.01.2017 12:00:08
O  IP: 91.236.4.54
Fakt, Loverman w wykonaniu Jamesa to piękna rzecz, ale równie ekspresyjne są gary Larsa w tle. Trochę mi to przypomina współpracę głosu i perkusji w refrenie Here Comes Revenge
Elvis-Król
08.01.2017 01:54:20
O  IP: 82.145.222.53
Miało być Doro, znów autokorekta zrobiła mnie w konia. ;)
Elvis-Król
08.01.2017 01:53:17
O  IP: 82.145.222.53
Dorota ma niezły rockowo metalowy pazur. Mała kobietka, a warknąć potrafi. Też bym nie pogardził gościnnie kobiecym głosem i nie zgadzam się, że metal to tylko męskie granie. Nadała by się do ostrego kawałka, a także ballady. Polecam na próbkę revenge. ;-)
Jason Newsted
08.01.2017 00:16:25
O  IP: 185.12.21.51
No cóż, każdy ma prawo do własnej opinii, dla mnie metal to też typowo męska muzyka, aczkolwiek patrząc na to ile kobiet się w nim odnalazło i to w różnych rolach i z bardzo dobrym skutkiem, nie mam problemu z zakceptowaniem ich w tym świecie.

Sharon jest moją ulubioną wokalistką i bardzo chciałbym usłyszeć Ją śpiewającą duet z Hetem :) Myślę, że wyszłoby świetnie. Z Carrie Underwood też nie byłoby najgorzej, chociaż w Jej wypadku należałoby pomyśleć o jakimś "country'ującym" utworze, typowej balladzie w stylu "Mama Said". A z bardziej "agresywnych" wokalistek, które mogłyby uświetnić jakiś utwór Metalliki to myślę jeszcze o Annie Murphy (swego czasu w Eluveitie), Floor Jansen, czy Anneke von Giersbergen. No i do tego wspomniane "przeszkadzajki" w postaci skrzypiec i wiolonczeli (mam słabość do symfonicznego metalu i rocka, do celtyckiego też, więc i jakieś dudy mogłyby się pojawić). Taką pokombinowaną Metallikę chciałbym kiedyś usłyszeć. Wiem, że to nie ich stylistyka, ale ponoć granice dla nich nie istnieją :)
Yeah_
07.01.2017 16:09:05
O  IP: 91.193.55.147
Dla mnie również James na nowym albumie brzmi jak James i ani przez chwilę nie pomyślałem, że momentami mógłby ktoś inny śpiewać. Co prawda Het modeluje tu swój głos na różne sposoby, ale wciąż słychać, że to on. Z drugiej jednak strony fani Metalliki osłuchani są z jego głosem i raczej wyłapią Hetfielda w każdej jego próbie "kombinowania".

Co do Nothing Else Matters to rzeczywiście popkultura wchłonęła ten utwór. Klimatyczny kawałek podany z dużą dawką emocji. To taka perełka wśród komercyjnych hitów lansowanych w stacjach radiowych. Szkoda tylko, że istnieje mnóstwo słuchaczy tych stacji, którym nie chciało się zgłębić całego dorobku Metalliki. A jeśli już nawet podjęli taką próbę, to spłoszył ich na przykład "niedobry" Master, Battery lub inna losowa "rzecz, której nie powinno być", więc mogą nie wiedzieć, że istnieje coś takiego jak Bleeding Me, Low Man's Lyric, My Friend of Misery czy Fade To Black. Ich strata.

Jestem zdania, że pewne utwory wydają się być idealnie skrojone na miarę danego wykonawcy, jego głosu, emocji oraz towarzyszącego klimatu i nie widzę konkurencji dla oryginałów takich kawałków jak NEM zaśpiewany przez Hetfielda czy Wicked Game przez Isaaka. Pozostają bezkonkurencyjni. Ale już np. hetfieldowy Loverman zdeklasował oryginał.
Yeah_
07.01.2017 15:05:15
O  IP: 91.193.55.147
Jason Newsted

Nie chciałbym kobiety w Metallice z uwagi na to, że kłóci się to z moim wewnętrznym pojęciem estetyki w muzyce i w występach na scenie. Chodzi o to, że stosuję prosty podział od strony wykonawców: to co męskie zostawmy mężczyznom, a to co kobiece kobietom, czyli metal wyłącznie z udziałem mężczyzn, natomiast dla kobiet pozostawiam gatunki, które podkreślają i uwydatniają ich kobiecość. Inaczej pisząc: Metallica to dla mnie męski zespół zarówno wizerunkowo, muzycznie jak i wokalnie, bo ostoją męskiej Metalliki zawsze był James - pod każdym względem. Potrzebuję czasem oderwania od kobiecego pierwiastka i wtedy uciekam właśnie w metal. Męski metal i naprawdę nie chcę tam kobiet, bo to wtedy nie jest już dla mnie ani w pełni męskie ani tak naprawdę kobiece. W pewnych chwilach jestem po prostu jak Al Bundy barykadujący się ze swoimi pobratymcami w garażu przed światem kobiet. : ) Tym garażem jest właśnie dla mnie Metallica i metal, w którym gustuję. Wiem, że metal ma wiele odnóg w postaci różnych podgatunków i swoje miejsce znalazła tam również płeć piękna, ale ja to omijam szerokim łukiem. Nieważne, czy śpiewają wysoko czy growlują. To nie moje klimaty, dlatego między innymi z powyższych powodów nie słucham Within Temptation. W dodatku głos Sharon den Adel niezbyt mi się podoba. Oczywiście nie ujmuję jej talentu. A Carrie Underwood (teraz słucham) i Metallica? Stanowczo protestuję!

Uważam, że kobiety doskonale wypadają i akcentują swoją kobiecość w takim gatunku jak np. jazz, który stanowi idealne tło dla np. kwitnącego i urokliwego głosu Julie London. Piękna sprawa. Można się zasłuchać. Takie wydanie kobiecości lubię.

Natomiast śpiewanie w parze (mężczyzna i kobieta) odpowiada mi w innych gatunkach, lecz nie w metalu. Tak już mam. : )
Elvis-Król
07.01.2017 12:09:48
O  IP: 82.145.221.110
Panowie i Panie. Przecież Metallica miała już romans z kobietą. Przecież memory remains to co? Fakt brzmi jak upiór zza grobu (podkreślam od razu, że to nie zarzut, bo ma niesamowity klimat), ale bądź co bądź to kobieta była.

Jeszcze na upartego można dodać klip do turn tej page z aktorką filmową dozwoloną od lat 18 ;) ale to już bardzo na upartego.
Jason Newsted
07.01.2017 11:50:58
O  IP: 185.12.21.51
Yeah_

Nie chciałbyś usłyszeć nigdy kobiety w Metallice? Hmm.. a ja marzę o nagraniu przez Metallikę utworu z Sharon den Adel i/lub Carrie Underwood - byłoby mega :) Do tego jakieś delikatne wstawki na skrzypcach od Lindsay Stirling i ewentualnie jakieś wiolonczele.
Elvis-Król
07.01.2017 00:15:42
O  IP: 82.145.222.136
Przecież w moth jest popqueen, więc i musi być popowy refren ;-)
Bartałek
06.01.2017 20:59:05
O  IP: 83.17.113.218
Ciekawa dyskusja się wywiązałą :)

Ale co do gitar w refrenie Moth to nie do końca się zgodzę - gitara rytmiczna tam potężnie kostkuje, a Kirk wprowadza tam te subtelne dźwięki 'klawiszopodobne' - w połączeniu z melodyjnym wokalem Jamesa może trochę zalatywać popem, ale w takiej formie jak dla mnie jest to absuolutnie do przyjęcia :)
outlaw
06.01.2017 13:29:24
O  IP: 91.236.4.54
No przecie intro Unforgiven 3 to właśnie jego dzieło. To zaledwie wprawka;)
Elvis-Król
06.01.2017 12:57:48
O  IP: 82.145.221.128
outlaw

Het na klawiszach to byłoby to, zamiast gitary solóweczki na całego.

To tylko chwilowa żartobliwa fantazja. I koniecznie czarne okularki w stylu Elvisa hell yeah:D
outlaw
06.01.2017 12:19:56
O  IP: 91.236.4.54
Od Nothing Else Matters od razu abstrahowałem, bo to jednak ballada, a te rządzą się trochę innymi prawami. To raczej popkultura skolonizowała takie utwory jak Nothing i Enter Sandman, a nie zespół poszedł w pop. Sandman ma w sumie agresywny i zjadliwy refren, który po prostu wpada w ucho nawet discomułom. Ale to jeszcze nie to, co refren Moth. Zwróć uwagę na gitary w refrenie Ćmy. Ich prawie nie słychać. Brzmią tak, jakby tam był wręcz jakiś klawiszowy czy elektroniczny podkład; tworzą jedynie powabne i cukierowate tło dźwiękowe. Naprawdę nie ma nigdzie indziej w Metallice czegoś takiego.
Jason Newsted
06.01.2017 11:36:19
O  IP: 185.12.21.51
outlaw

Wszystko się zgadza, ale rzecz tyczy się tego, że James na "HtS-D" to po prostu James i nie da się Go pomylić z nikim innym. I tak samo jest z każdym albumem Metalliki.

Mówisz, że nie ma na "Metallice" czegoś tak bezczelnie popowego jak refren "Moth..."? Wybacz, ale cały "Nothing Else Matters" jest tak bezczelnie popowy, że gdybym był mniej uświadomionym i otwartym na muzykę słuchaczem, to wieszałbym psy na zespole ile wlezie :) Poza tym bardzo chwytliwy i moim zdaniem "popowy" jest refren "Enter Sandman". Do tej kategorii można też zaliczyć sposób w jaki Het śpiewa w zwrotkach "Wherever...". Nie ma utworu thrashowego? Może stricte i nie, ale bardzo blisko thrashu lokują się "Holier than Thou", "Through the Never" i "Struggle...".

Jak wynika z powyższego, a także z poniższej dyskusji, mnogość interpretacji i osądów na temat twórczości Metalliki jest co najmniej zadziwiająca, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę to, że w owej dyskusji uczestniczą tylko fani zespołu. Moim zdaniem jest to tylko i wyłącznie "na plus" dla zespołu, bo pokazuje, że nie da sie go zaszufladkować i wcisnąć jego muzyki w określone ramy.
Yeah_
06.01.2017 11:23:35
O  IP: 91.193.55.147
Ten bezczelnie popowy refren w Moth złości mnie od pierwszego przesłuchania. Bałem się, że Metallica pójdzie w tym kierunku, serwując więcej takich nieprzyjemności dla mnie. Oby tak nigdy się nie stało. Nie chciałbym również słyszeć kobiety w Metallice.

Co do inspiracji Chrisem Isaakiem, to trzeba przyznać, że James Hetfield ma dobry gust. Cieszy to, że James wyszedł poza ramy krzykliwego wokalu, choć ten w jego wykonaniu zasługuje na poklask, wszak gromki, przenikliwy i bezkompromisowy krzyk przeplatany gdzieniegdzie opętańczym śmiechem, to dla mnie zjawisko równie urokliwe jak śpiewny i wrażliwy wokal zainspirowanego Isaakiem Hetfielda. Te dwa odmienne podejścia do wokalu były potrzebne Metallice.
outlaw
06.01.2017 10:04:11
O  IP: 91.236.4.54
Ja myślę, że to po prostu słychać jak jest. Przecież to, co mówię, to nic nowego o HTSD. Kluczowe są te pierwsze przesłuchania, a przy nich wszyscy mieli to samo wrażenie: płyta która łączy wszystkie style Metalliki kilka rzeczy nowych. Na HTSD możemy mówić o thrash metalu, heavy metalu, hardrocku, a w przypadku refrenu Moth to chyba naprawdę jakimś Poprocku. Jakbym nie wysilił mózgu, to jednak w przypadku BA nie znajduję innej kategorii niż heavy metal. Nie ma tam kawałka tak freestylowgo i odchudzonego jak ManUNkind, żeby mówić o kategorii hardrocka. Z drugiej strony nie ma tam żadnego utworu thrashowego. Nie ma też czegoś tak bezczelnie popowego jak refren Moth. Dla mnie BA to na wskroś heavy metal. I nie ma tu żadnego zarzutu, bo przecież ta płyta nie jest monotonna nawet przez sekundę. BA jest właśnie taki wypośrodkowany, ale w inny sposób niż Hardwired, który też chce być neutralny, ale na zasadzie: nagramy rzeczy całkowicie różne, i każdy znajdzie tam coś dla siebie.
Elvis-Król
06.01.2017 00:22:08
O  IP: 185.26.180.166
Obojętnie jaki kawałek z Hardwired byś outlaw mi puścił pierwszy raz nie mówiąc,że to Metallica od razu bym powiedział Hetfield. Jest zbyt charakterystyczny. Trzeba mieć problemy ze słuchem, by to nie poznać.
Jason Newsted
05.01.2017 23:13:30
O  IP: 185.12.21.51
"HtS-D" jest bardziej różnorodny niż "Metallica", to się zgadza. Ale "Metallica" za chuj nie jest jednorodna. Jednorodny to jest "St. Anger", ale akurat w tym wypadku to żaden zarzut, bo ten album nie mógł być inny.

A utwory na "Metallice" można podzielić na kilka grup, jeśli tylko się chce i jeśli tak naprawdę ma to jakiś sens. Wg mnie nie ma, ale chciałem tylko unaocznić, że album ten nie jest jednorodny, ani muzycznie, ani wokalnie.
outlaw
05.01.2017 21:27:22
O  IP: 91.236.4.54
Na HTSD tylko tytułowy utwór, Here Comes Revenge i Murder One są wokalnie na wskroś Jamesowe, tzn. nie ma tam w żadnym fragmencie czegoś, co odbiega od typowego Hetfielda. Nie wiem na jakie grupy można podzielić utwory na BA, poza podziałem na ballady i nie ballady. Otóż właśnie tamta płyta jest bardzo jednorodna. Na wskroś heavymetalowa. Czarny Album to niemal synonim heavy i jest bardzo jednolity stylistycznie. A Hardwired to w sumie kompilacja stylów. Siłą rzeczy przekłada się to na techniki śpiewu.
Jason Newsted
05.01.2017 20:27:38
O  IP: 185.12.21.51
No cóż... Z całym szacunkiem do dokonań Jamesa na "HtS-D", ale na tej płycie też cały czas wyraźnie słychać, że śpiewa ten sam gość. Tak jak na każdej innej płycie Metalliki. Więc ten argument do mnie nie trafia. Co do różnorodności - owszem, ale ta różnorodność jest też wyraźnie słyszalna na "Metallice" - z jednej strony "Unforgiven", "Nothing...", "The God...", "Wherever...", a z drugiej - "Sad...", "Of Wolf and Man", "Struggle...", czy "Don't Tread on Me". Tak samo jest na "HtS-D" - z jednej strony "Hardwired", "Spit Out the Bone", a z drugiej np. "Moth...", "Atlas...", "Confusion" czy "Dream No More". Nie jest tak, że każdy kawałek jest zupełnie inny wokalnie i w kompletnie odmiennym stylu. Tak samo jak można pogrupować utwory na "Metallice", tak samo można i na "HtS-D". Co nie zmienia faktu, o którym pisałem poniżej, że jest to jeden z najlepiej zaśpiewanych albumów Mety.
outlaw
05.01.2017 19:52:14
O  IP: 91.236.4.54
Zresztą pod tym względem, to Load również chyba wyprzedza nieco Czarny Album. Jeśli idzie o kombinowanie z wokalem.
outlaw
05.01.2017 18:34:56
O  IP: 91.236.4.54
Może przede wszystkim nie mówmy, że coś "miażdży" coś, bo mnie takie przymiotniki kojarzą się właśnie z brakiem argumentów. Ja nie mówię, co jest lepsze, tylko co jest bardziej urozmaicone. Uważam, że to wyraźnie słychać i nie jest to rzecz gustu. Niech się fani BA nie czują dotknięci.
outlaw
05.01.2017 18:31:54
O  IP: 91.236.4.54
Nie będę się wdawał w dowodzenie, że wokale na Czarnej Płycie są takie same, ale w porównaniu z Hardwired tak to wypada. I żeby mnie ktoś źle nie zrozumiał: nie chodzi mi o to, że są monotonne, bo wiadomo, że nie, ale nijak się mają do urozmaicenia Hardwired. Na Black Album wyraźnie słychać, że to cały czas ten sam gość śpiewa; czasem agresywniej, czasem łagodniej, ale ta sama barwa (poza refrenem Unforgiven), a na Hardwired w kilku momentach brzmi wręcz jakby zmienił barwę głosu, co przecież jest niemożliwe.

Ja wypisałem poniżej całe spektrum Jamesowych głosów na Hardwired i nie są to rzeczy przeze mnie wymyślone. Na przykład kiedy pytam gdzie na Czarnym Albumie James śpiewa tak, jak w zwrotce Dream No More, to odpowiedź jest wiadoma - nigdzie. I takich przykładów, nie mających analogicznego odniesienia na BA jest więcej. Chyba każdy przyznawał po pierwszych przesłuchaniach, że Hardwired to najbardziej różnorodna płyta zespołu i za tym idzie też wokal. Na BA nie ma mowy o takiej rozpiętości spektrum wokalnych barw jak między aksamitną i wysoko śpiewaną zwrotką Halo on FIre, a opętanym i bardzo niskim głosem w zwrotce SPit Out the Bone. Po prostu nie ma i nie ma sensu temu zaprzeczać.

Spójrz na kolejne kawałki: Hardwired ma głos trochę jak My Apocalypse, trochę jak Fight Fire, Atlas z wokalizami a la Iron Maiden, Now that w zwrotce LOady, ale w refrenie coś bardzo hardrockowego czego wcześniej nie było w Metallice; w Moth zwrotka zupełnie a la Czarny ALbum, ale już w refrenie jakiś PopMetal, którego też wcześniej nie słyszałem w Metallice; Dream No More - zwrotka trochę jak Load, Black Sabbath, Alice in Chains itd. Takich rozbieżności wokalnych na BA po prostu nie ma.

Sad But true, The God that Failed, Struggle Within - to jest naprawdę cały czas mniej więcej ten sam głos. To nie jest ta oscylacja, co na Hardwired. Nie wiem gdzie w Sad But True jest mrok w wokalu. W muzyce owszem, ale wokalu nie bardzo. Wręcz przeciwnie. Gdy James zaczyna śpiewać "Hey, hey I'm you life...", to wręcz jakby trochę rozjaśnia głosem ten posępny riff i utwór.
Jason Newsted
05.01.2017 16:58:57
O  IP: 185.12.21.51
outlaw

Nie wiem czemu tak jest, ale po raz kolejny nie zgodzę się z Tobą. Jeśli dla Ciebie wokal Hetfielda na "Metallice" jest jednowymiarowy i przez całą płytę taki sam, to chyba musimy sprawdzić, czy słuchaliśmy tej samej płyty. No sorry, ale jak możesz twierdzić, iż agresywny i mroczny wokal "Sad but True" jest tożsamy z dajmy na to "stadionowo-hymnowym" "Wherever...", czy też wściekły wokal ze "Struggle Within" zestawiać na równi z typowo hardrockowym i bardzo melodyjnym wokalem w "The God that Failed".. Absolutnie nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że wokal na "Metallice" jest taki sam i jest miażdżony przez wokalizy z "HtS-D", które owszem są bardzo dobre, ale na pewno nie lepsze i nie dużo bardziej różnorodne, niż te z "Metalliki".

Moim zdaniem, ostatni album, a także "Metallica", "Load", "ReLoad" i pierwsza płyta "Garage, Inc." to najlepsze wokalnie płyty Metalliki. Pierwsza czwórka odstaje od nich dlatego, że James na nich po prostu nie śpiewał, bo nie umiał. "St. Anger" i "Death Magnetic" to niestety najgorzej zaśpiewane przez Jamesa płyty, co absolutnie nie oznacza, że nie da się tam odnaleźć fajnych momentów, ale zbyt wiele niestety ich nie ma. "St. Anger" jest wściekle wykrzyczany, wyskandowany, momentami wrzeszczący..wiadomo. Do tego w kilku momentach James dziwnie wyje do mikrofonu. A na "DM" Het śpiewa co najwyżej średnio, bez polotu i "tego czegoś". W porównaniu do "HtS-D" to niemal przepaść.
outlaw
04.01.2017 23:39:40
O  IP: 91.236.4.54
ELvis, ja Cię nie chciałem dojeżdżać swoim fanatyzmem. Ja Cię chciałem nim tylko zarazić;)
outlaw
04.01.2017 23:32:06
O  IP: 91.236.4.54
Jeśli gustujesz wyłącznie w brzmieniu wokalu z tamtych czasów to ok, ale ja chciałem jedynie zaznaczyć, że czarno-albumowy głos na Hardwired też jest. I to nie podobny, ale dokładnie taki sam. Tyle tylko że jedynie (i dla mnie na szczęście) nie przez całą płytę, a w niektórych utworach lub poszczególnych ich częściach. Dla mnie właśnie sam fakt tej większej różnorodności i urozmaicenia faworyzuje Hardwired pod tym względem, bo James to coś więcej niż tylko głos z BA. Było jego kilka odcieni na przestrzeni lat, więc cieszę się, że są odwołania do różnych okresów, plus pewne rzeczy nowe.
Elvis-Król
04.01.2017 22:58:45
O  IP: 82.145.221.193
outlaw

Bardzo mnie to cieszy, że tak uwielbiasz nowy album. Ja również się nim cieszę i zaczynam go coraz bardziej doceniać. Zauważam u siebie podobną tendencję jak przy super collider. Też na początku różnie z tym u mnie bywało, to teraz uważam go za świetny i bardzo często gości u mnie na salonach. Podobnie zaczyna mieć się sprawa z hardwired, ale outlaw na Elvisa przestań każdego dojeżdżać swoim fanatyzmem.

Prawda że hardwired jest bardzo różnorodny, ale dla mnie co wtedy podkreśliłem Hetfield najlepiej brzmiał na czarnym albumie. Uwielbiam barwę z tego okresu, klimat i całokształt tego arcydzieła. Pewnie kiedyś widziałeś mój ranking. Stawiam hardwired dość wysoko i nawet wyżej od świętości dla niektórych, którym jest kill'em all.

Tyle że nie piszę tekstów na pół strony każąc udowadniać Bóg wie co. Różnorodność nie zawsze dla KAŻDEGO znaczy lepiej.

Dla mnie wokalnie BA rządzi i będzie rządzić po wsze czasy jeżeli chodzi o albumy Mety i basta outlaw. I nie widzę sensu kontynuowania tematu z kategorii "moja prawda jest mojsza niż Twojsza".

Pozdrawiam Kolego.
MaciekP
04.01.2017 16:57:03
O  IP: 83.168.110.42
Dobra doczytałem akapit :D
MaciekP
04.01.2017 16:55:16
O  IP: 83.168.110.42
A wokal na Load to pies? ;)
outlaw
04.01.2017 14:59:51
O  IP: 91.236.4.54
qqw

rozwaliło mnie to. Komuś dobrze działa mechanizm skojarzeń, że śmiech Jamesa powiązał z intro Atlas.
outlaw
04.01.2017 14:58:15
O  IP: 91.236.4.54
Elvis, pokaż mi gdzie James z BA miażdży Jamesa z Hardiwred wokalnie (może poza niepowtarzalnym refrenem Unforgiven). Na Hardwired też używa głosu w taki sposób jak na BA, a przy tym jeszcze na 10 innych sposobów, więc Twoje stwierdzenie to niczym nie poparte gadanie.

Wokal na Czarnym Albumie jest prawie przez całą płytę taki sam, nie zmienia się. Kapitalny, ale taki sam (poza Nothing i refrenem Unforgiven). Mniej więcej taki, jak w Murder One czy w zwrotce Moth into Flame.

Ale teraz pokaż mi gdzie na Czarnym Albumie śpiewa tak, jak w Spit Out the Bone zwrotkę na przykład, w której jego wokal ma większą moc niż kiedykolwiek. Z kolei w refrenie zdziera gardło podobnie do Justice. Albo gdzie na BA śpiewa tak, jak w zwrotce Dream No More? Albo na modłę Maidenów jak w refrenie Atlas Rise. Albo chrapliwie i posępnie jak w zwrotce tytułowego Hardwired czy rycząco jak wtedy, gdy pada tytułowe "Spit Out the Bone". Albo tak rockowo jak w refrenie Now that we're dead czy refrenie Moth into Flame lub środkowych partiach ManUNkind. Albo gdzie na czarnym Albumie wrzeszczy w stylu Kill'em All tak, jak robi to na Harwired w refrenie Halo On Fire czy gdy śpiewa "Confusion..., Delusion...".
Oprócz tego jeszcze dużo Loadowych wokali, których nie ma na BA. Czy choćby takie nieokreślone smaczki jak w Am I Savage? gdy śpiewa "Sharpened edge touch liquid flame..." (to może dla odmiany bardziej przypomina Megadeth). Albo gdzie na BA śpiewa tak, jak zwrotkę w Halo? (to coś zupełnie nowego). Gdy w Spit skanduje "The flash betrays the flash..." to z kolei przypomina się St.Anger. Są też momenty kojarzące się bez wątpienia z System of a down.

Jednym słowem: różnorodność. Większa niż kiedykolwiek wcześniej. To czyni moim zdaniem Hardwired albumem najlepszym wokalnie. Głos z Czarnego Albumu też tam jest, choć oczywiście nie przez całą płytę. Ja jednak wolę różne odcienie Jamesowego głosu, a na nowym albumie postanowił wyeksponować go na wszelkie możliwe sposoby. Dlatego nawet Czarny Album wypada przy nim dość jednostajnie pod tym względem choć jest tam jakby esencja Jamesowego głosu.
qqw
04.01.2017 13:49:39
O  IP: 176.96.145.92
Necrohunter88
04.01.2017 03:33:25
O  IP: 83.6.33.95
W 5 punkcie jest błąd, w "The Thingng That Should Not Be" gitary nie zostały nastrojone o 2 i pół tonu niżej, a w drop D, czyli najniższa struna nastrojowa 1 ton niżej.
Elvis-Król
04.01.2017 01:17:20
O  IP: 82.145.220.185
Bardzo fajny artykuł. Jak przeczytałem tytuł pomyślałem sobie "tak jasne pewnie oklepane do porzygu ciekawostki", ale na całe szczęście się myliłem. Świetny artykuł, do tego dołączyłem do grona statystyki, bo kupiłem drugi czarny album dla przyjaciółki na urodziny.

Według mnie James z BA miażdży Jamesa HTSD wokalnie. Uwielbiam barwę głosu z tego okresu, jest moc i potęga, a unforgiven to największe dzieło muzyczno-wizualne w historii muzyki metalowej, szczególnie wersja teatralna. Miód na uszy.
NIKT
03.01.2017 17:14:38
O  IP: 217.172.230.156
Całkiem ciekawe te ciekawostki:) Swoją drogą mija chyba 25 lat jak "naumiałem" się grać wstęp do NEM. Nie jestem jakimś tam wymiataczem gitarowym ale jak sobie przypomnę jak mi się w tedy pierdzieliło na tych czterech, pustych strunach:D Smoke On The Water weszło chyba po 15 minutach (na jednej strunie oczywiście) a NEM to chyba ze dwa dni katowałem zanim opanowałem te cztery struny:D
outlaw
03.01.2017 14:48:43
O  IP: 91.236.4.54
Na Czarnym Albumie po raz pierwszy spróbowali pokombinować z wokalami. To niby podwajanie wokali. Szczyt tego wypadł chyba na Hardwired. Na BA wokal jest mniej więcej ten sam całą płytę, poza aksamitnymi momentami w Nothing Else Matters i refrenie Unforgiven. Natomiast na Hardwired oscyluje bardziej niż kiedykolwiek. No bo niby jak ma się sielska i aksamitna barwa ze zwrotki Halo on Fire do zwrotki Spit Out the Bone. Zupełnie jak dwóch różnych wokalistów. Jakby barwę głosu zmienił.
the_Rock
03.01.2017 13:49:32
O  IP: 165.225.84.79
Fajne zestawienie. Dowiedziałem sie sporo fajnych rzeczy dzisiaj :)

A BA na zawsze będzie moim ulubionym albumem.
Kubus-87
03.01.2017 13:27:27
O  IP: 185.67.188.4
Czas szybko leci. Dopiero były koncerty z okazji 20-lecia "Black"
Teraz mamy ponad 25 lat od wydania. Zapraszamy do zapoznania się z artykułem. Myślę, że każdy znajdzie jakąś ciekawostkę, o której nie wiedział.
OVERKILL.pl © 2000 - 2017
KOD: Marcin Nowak